piątek, 7 sierpnia 2015

Snajper dla Lecha potrzebny od zaraz

By w tym sezonie Kolejorz miał się z czego cieszyć,
musi odzyskać skuteczność. Dobry napastnik to podstawa.
Problem w tym, że w Poznaniu go nie mają.
źródło: wikipedia.org, autor: Roger Gor

Kolejorz przegrał z FC Basel z kilku powodów. Jednym z najważ-
niejszych był brak klasowego napastnika. Klub latem pozyskał co prawda Marcina Robaka i Denisa Thomallę, ale obaj na razie rozczarowują. Bez dobrego snajpera awans do fazy grupowej Ligi Europy może się okazać zadaniem niewykonalnym, nawet biorąc pod uwagę fakt, że rywal, Videoton, nie jest zbyt mocny. Szefowie Lecha powinni więc zrobić wszystko, by do klubu szybko dołączył strzelec
z prawdziwego zdarzenia. Poniżej kilka, oczywiście czysto teoretycznych, podpowiedzi.

Przestraszeni, niepewni, mało przebojowi

Marcin Robak miał dać drużynie Kolejorza doświadczenie. Niestety, po zawirowaniach z transferem do Chin, były król strzelców Ekstraklasy wciąż nie potrafi się odnaleźć. Na boisku wygląda na zagubionego, niewierzącego w swoje możliwości i nie do końca rozumiejącego, czego wymaga od niego trener. Co prawda jak zwykle Robak walczy za dwóch, ale to za mało. Nie sprowadzono go bowiem do przepychania się z rywalami, tylko po to, by strzelał gole.

Denis Thomalla, zachwalany przez wiceprezesa Lecha, Piotra Rutkowskiego, jako zawodnik wszechstronny, o potencjalne przewyższającym poziom polskiej ligi, na razie nie pokazuje nic, co te nieprzeciętne umiejętności by potwierdzało. W jego przypadku,
w odróżnieniu od Robaka, usprawiedliwieniem może być kłopotliwa aklimatyzacja w drużynie. Choć z drugiej strony - Thomalla zna język polski, co powinno mu ułatwić szybkie zadomowienie się w Poznaniu. 23-letni Niemiec w poprzednim sezonie reprezentował barwy SV Ried, dla którego
w 30 meczach strzelił 10 goli. Najczęściej grał jako środkowy napastnik
w ustawieniu 1-3-4-3. Ponoć umie dobrze się zastawić i utrzymać przy piłce
z obrońcą "na plecach", jest też niezły w powietrznych pojedynkach. Na razie jednak ta charakterystyka brzmi tak, jakby dotyczyła zupełnie kogo innego.

Gwiazdor, najlepiej za darmo

Jakiego zatem snajpera potrzebuje Lech? Na pewno doświadczonego, ogranego w zachodniej lidze, takiego, który nie pęka w trudnych momentach podczas meczu, potrafi krzyknąć na kolegów i doradzić im pewne boiskowe rozwiązania. Priorytetem jest, by był do wzięcia za darmo. Poszukiwania trzeba więc zawęzić do graczy pozostających bez ważnego kontraktu. Oto pięciu piłkarzy, którzy mogliby dać poznańskiej lokomotywie więcej mocy.

Kalu Uche. Nigeryjczyk dobrze znany w Polsce. W barwach Wisły Kraków w latach 2001-2005 rozegrał 55 meczów i strzelił 17 goli. Był gwiazdą całej ligi. W Primera Division też radził sobie dobrze. W barwach Almerii przez sześć lat wystąpił w 128 spotkaniach, w których zdobył 28 bramek. Potem błąkał się po różnych klubach, m.in. Neuchatel Xamax, Espanyolu Barcelona, Kasimpasie czy Al-Rayyan, w każdym zachowując skuteczność na przyzwoitym poziomie. Uche nigdy nie wykluczał powrotu do Polski. Teraz jest na to idealny moment.

Giorgios Samaras. 81-krotny reprezentant Grecji, były gwiazdor Celticku Glasgow, ostatnio grał w arabskim Al-Hilal, gdzie był wypożyczony z West Bromwich Albion. Po powrocie do Birmingham szybko doszedł do wniosku, że nie ma tam czego szukać i 17 lipca rozwiązał kontrakt. W jego przypadku na przeszkodzie w transferze do Lecha mogą stanąć wysokie żądania płacowe i szwankujące zdrowie. Grek na początku sierpnia nie przeszedł testów medycznych w Sampdorii i tak naprawdę nie wiadomo, w jakiej jest dyspozycji fizycznej. W związku z tym jego wymagania finansowe powinny więc się zmniejszyć. Lech mógłby to wykorzystać i zaryzykować, podpisując z nim półroczny lub roczny kontrakt z opcją przedłużenia na kolejny sezon.

Marco Borriello. Wychowanek Milanu rozegrał dla tego klubu 75 meczów, w których strzelił 21 goli, większość w latach 2008-2010, gdy wrócił na San Siro z Genui. Potem całkiem nieźle wiodło mu się w Romie i na ponownym wypożyczeniu w drużynie z Ligurii. W 2015 roku prześladowały go kontuzje. Wystąpił tylko w ośmiu meczach i... w efekcie musiał szukać sobie nowego pracodawcy. Na razie go nie znalazł. Choć ma już 33 lata, mógłby dać Lechowi wiele. Oprócz walorów czysto sportowych podniósłby też zyski klubu z biletów - kibice chcieliby bowiem zobaczyć na żywo człowieka, który strzelał gole dla Milanu.

Nelson Valdez. 68-krotny reprezentant Paragwaju, były gwiazdor Werderu Brema i Borussii Dortmund, od 2012 roku zmienia kluby jak rękawiczki. Ma 31 lat, jeszcze więc co najmniej trzy, cztery sezony gry przed nim. O ile oczywiście zdrowie pozwoli, bo w ostatnich kilkunastu miesiącach częściej przebywa w lekarskich gabinetach, niż trenuje. Co wyleczy jedną kontuzję, to nabawi się drugiej. Zła passa musi się jednak kiedyś skończyć. Zatrudnienie Paragwajczyka to inwestycja obarczona sporym ryzykiem, ale z nadzieją na duży zysk. Silny, dobrze zbudowany, ograny w zachodnich ligach Valdez mógłby stanowić lekarstwo na chorobę nieskuteczności ekipy Macieja Skorży.

Mohamed Tchité. Piłkarz sezonu 2006/2007 w Belgii, ważna postać Anderlechtu Bruksela, Standardu Liege i Racingu Santander, gdzie w latach 2007-2009 rywalizował o miejsce w składzie z Euzebiuszem Smolarkiem. Ostatnie pół roku spędził w Rumunii, w Petrolulu Ploeszti. W 11 meczach nie strzelił jednak żadnego gola i został bez klubu. To inny typ piłkarza niż Borriello czy Valdez. Dynamiczny, szybki, przebojowy, stworzony do gry na pozycji cofniętego napastnika. Choć Lech gra z reguły w ustawieniu
z jednym napastnikiem, 31-letni Burundyjczyk dałby Maciejowi Skorży większe pole manewru w ofensywie. Tchité poradziłby sobie również na szpicy, a także na skrzydle. Tak uniwersalnego gracza w Lechu nie ma. Skoro zgodził się grać w lidze rumuńskiej, w polskiej również powinien. Zwłaszcza, że Kolejorz to klub dużo lepiej zorganizowany i o większej renomie niż Petrolul.

Poszukiwania skarbu

Wśród graczy pozostających bez klubu jest jeszcze kilka gwiazd z Antonio Cassano, Carltonem Cole'em, Yakubu czy Claudio Pizarro na czele, ale bardzo mało prawdopodobne, by którykolwiek z nich był zainteresowany grą w Lechu. Kolejorza po prostu nie stać na płacenie im pensji rzędu 600, 700 tysięcy euro rocznie. Włodarze mistrza Polski mogą też pójść inną drogą
i zapolować na którąś z gwiazd Ekstraklasy. Łukasz Zwoliński kuszony jest przez Bursaspor, ale jeśli dostałby atrakcyjną ofertę z Lecha, niewykluczone, że wybrałby właśnie ją. Jest też as Górnika Łęczna, Fiodor Cernych, którego bardzo chce pozyskać Jagiellonia. W obu przypadkach transfer wiązałby się jednak z pokaźnymi wydatkami.

Lech ma dwa wyjścia - albo czekać na przebudzenie Robaka i Thomalli, albo szybko ściągnąć do ataku prawdziwą gwiazdę. Kogoś takiego jak Danijel Ljuboja, który miał swoje wady, ale w Legii w latach 2011-2013 odgrywał pierwszoplanową rolę, pomagając m.in. Miroslavowi Radoviciowi wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Kolejorzowi potrzeba snajpera z nazwiskiem, zawodnika, od którego Dawid Kownacki, Dariusz Formella
i spółka mogliby się uczyć. Napastnika potrafiącego oszukać obrońcę, cwanego w polu karnym i co najważniejsze - skutecznego. Henryk Kasperczak przed laty wygłosił tylko z pozoru banalne stwierdzenie, że "napastnik, który strzela gole, to prawdziwy skarb". Wydaje się, że Legia
w osobie Nemanji Nikolicia takiego znalazła, teraz czas na Lecha.

1 komentarz:

  1. Ciekawe, choć niektóre bardzo szalone, propozycje. Z tej wymienionej piątki dałbym szansę Uche, bo chyba jest najmniej podatny na kontuzje i przez ostatnie lata grał najrówniej. Wątpię jednak, by Lech poczynił jeszcze jakiś transfer. Może zimą, jak Robak i Thomalla naprawdę zawiodą. Na razie Skorża pewnie da im szansę i pozwoli się wykazać. Niewykluczone, że któryś wypali, wszak gole zdobywać potrafią.

    OdpowiedzUsuń