niedziela, 25 września 2016

Magic, trener z innej bajki, czyli alfabet nowego szkoleniowca Legii

Czy Jacek Magiera znajdzie
lekarstwo na problemy Legii?
źródło zdj. twitter.com/JacekMagiera2
Do tej pory zawsze w cieniu. Niedoceniany, czasami traktowany niepoważnie, a nawet będący obiektem żartów. Dziś trener najbogatszego klubu w Polsce. Człowiek, który ma posprzątać bałagan zostawiony przez Besnika Hasiego i przestawić pociąg o nazwie Legia na właściwe tory. Jacek Magiera, szkoleniowiec z zasadami, od A do Z.

Akademia. Jacek Magiera jest jednym ze współzałożycieli Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa, która funkcjonuje od 2000 roku. Rozwój młodych piłkarzy od lat leży mu na sercu. W czasie wolnym od zawodowej pracy organizuje np. turnieje dla dzieci i młodzieży w rodzinnej Częstochowie. Wspiera też juniorów Rakowa i innych drużyn ze "świętego miasta".

Barcelona to ulubiony zagraniczny klub Magiery. Jako piłkarz miał okazję zagrać dwukrotnie przeciwko Blaugranie. W sierpniu 2002 roku Legia w eliminacjach Champions League przegrała na Camp Nou 0:3, a u siebie - 0:1. W tym drugim spotkaniu Magiera otrzymał czerwoną kartkę, jedną z dwóch w całej karierze.

Częstochowa to rodzinne miasto Magiery. Tu się urodził 1 stycznia 1977 roku, dorastał i stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Tu też skończył studia. Gdy ma chwilę wolnego, wsiada w samochód i pędzi w ojczyste strony, by spotkać się ze znajomymi, bliskimi albo zorganizować turniej dla młodzieży. Magiera kocha to miasto tak mocno, że spędza w nim nawet wakacje. Chyba że akurat wyskoczy do Sopotu czy Kołobrzegu, czyli miejsc, które po Częstochowie i... stadionie Legii, lubi najbardziej.

Dobosz Zbigniew. To właśnie temu trenerowi Jacek Magiera zawdzięcza najwięcej. On nauczył go podstaw piłkarskiego rzemiosła i wpoił zasady, które pozwoliły mu zaistnieć w profesjonalnym futbolu. Ten zasłużony dla Rakowa Częstochowa szkoleniowiec zmarł we wrześniu 2014 roku w wieku 69 lat. Do jego najbardziej znanych wychowanków oprócz Magiery zaliczani są Jerzy Brzęczek, Grzegorz Skwara, Krzysztof Kołaczyk, Piotr Bański i Robert Razakowski.

Espanyol Barcelona. Magiera w grudniu 2012 roku odbył staż w Espanyolu Barcelona. Mógł obserwować treningi pierwszej drużyny, której szkoleniowcem był wówczas Javier Aguirre. Miał też okazję zobaczyć, jak funkcjonuje akademia Papużek. W 2015 roku Magiera w podobnym charakterze odwiedził Hannover 96.

Filozofia gry. Piłkarzem był przeciętnym, typowym ligowcem. Tacy jednak często są świetnymi trenerami. Jacek Magiera na pierwszej konferencji prasowej w roli szkoleniowca Legii zapowiadał, że chciałby, aby jego drużyna grała kombinacyjnie, ofensywnie, długo utrzymując się przy piłce. - Nie będziemy grać jednym napastnikiem, jak mamy trzech dobrych. Drużyna ma się umieć zachować, grając różnymi systemami - tłumaczył. Jeśli wcieli te słowa w czyny, Legię czekają spore zmiany. Zarówno Henning Berg, jak i Besnik Hasi wierni byli bowiem ustawieniu z jednym wysuniętym graczem, na czym najwięcej tracił Aleksandar Prijović. Być może Magiera znajdzie miejsce na boisku dla zarówno dla niego, jak i Nemanji Nikolicia.

Nowy trener stołecznej drużyny przypomniał też o podstawowych zasadach obowiązujących w zawodowym futbolu. - Dyscyplina, punktualność, bycie profesjonalistą 24 godziny na dobę - to reguły, do jakich jego podopieczni muszą się bezwzględnie stosować. Ci, którzy obserwowali jego pracę w Zagłębiu Sosnowiec, są przekonani, że potrafi on także stworzyć dobrą atmosferę w zespole. Dużo łatwiej jednak zrobić to w klubie takim jak Zagłębie, bez gwiazd, dużych pieniędzy i piłkarzy z rozdętym ego, niż w pełnej chimerycznych grajków szatni Legii.

Gol życia. 19 września 2003 roku. 75. minuta meczu Legia - Wisła Kraków. Jacek Magiera rusza prawym skrzydłem niczym rasowy boczny pomocnik. Wpada w pole karne i potężnym strzałem w okienko nie daje szans bramkarzowi Białej Gwiazdy. To z pewnością najpiękniejsze trafienie Magica w karierze.

Hennig Berg. Nie jest tajemnicą, że relacje między Norwegiem a Magierą nie było dobre. To Berg był trenerem pierwszej drużyny i on miał decydujące zdanie w najważniejszych sprawach. Magiera jednak jako koordynator drugiej drużyny i zespołu z Centralnej Ligi Juniorów nie zamierzał grzecznie przytakiwać bossowi i podczas spotkań w klubie twardo prezentował swoje zdanie, często odmienne od byłego gracza Manchesteru United. Różnice dotyczyły głównie metod pracy z młodzieżą, zasad funkcjonowania akademii czy przydatność poszczególnych zawodników do Legii.

Apogeum napiętych relacji między oboma panami nastąpiło w październiku 2014 roku. Doszło wówczas do niecodziennego zdarzenia. Legia II grała mecz z Lechią Tomaszów Mazowiecki, ale w jej składzie znaleźli się głównie zawodnicy z pierwszej drużyny. Żeby tego było mało, to asystent Henninga Berga, Pal Arne Johansen, wystąpił wówczas w szatni w roli szkoleniowca. Opracował taktykę i przeprowadził odprawę przedmeczową. Legia przegrała 0:3, a cięgi musiał zbierać Jacek Magiera, nominalny trener drugiej drużyny.

Instruktor. Jacek Magiera był nim dla wielu młodych piłkarzy Legii. Można też zaryzykować stwierdzenie, że dla niektórych nawet mentorem. Kamil Grosicki, Maciej Rybus, Ariel Borysiuk, Jakub Rzeźniczak, Maciej Korzym czy Daniel Łukasik - każdemu z nich Magiera pomagał zaaklimatyzować się w pierwszym zespole. Rozmawiał, przypominał, pouczał, opieprzał, dawał wskazówki. Radził, jak nie stracić kontaktu z ziemią i bronić się przed pokusami wielkiego miasta. Był rodzicem, nauczycielem i kolegą w jednym, choć formalnie miał taki sam status jak oni - nie był bowiem ich trenerem. To, co każdy z nich osiągnął, w pewnym stopniu jest też zasługą Magiery.

Jedenastki to specjalność Magiery piłkarza. Z reguły zamieniał rzuty karnego na gole. O jego stalowych nerwach krążyły nawet legendy. W barwach Legii z jedenastu metrów pomylił się tylko raz - w 2005 roku w półfinale Pucharu Polski z Groclinem Grodzisk Wielkopolski.

Kadra. Jacek Magiera był kapitanem reprezentacji Polski do lat 17, która podczas Mistrzostw Świata w Japonii w 1993 roku zajęła czwarte miejsce. Tego samego roku, tyle że w maju, kadra U-16 z nim w składzie wywalczyła w Turcji mistrzostwo Europy. W sumie w juniorskich drużynach narodowych Magiera rozegrał 99 meczów, w których strzelił 10 goli. W latach 2006-2007 obecny trener Legii był asystentem selekcjonera kadry U-18, Radosława Mroczkowskiego.

Legia Warszawa. Magiera podpisał kontrakt ze stołecznym klubem zimą 1997 roku i spędził w nim 9 lat z przerwami na wypożyczenia do Widzewa Łódź (runda wiosenna sezonu 1999/2000) i Rakowa Częstochowa (wiosna 2006 roku). W koszulce Legii zagrał 176 meczów i strzelił 16 goli. Najczęściej występował u trenerów Stefana Białasa i Dragomira Okuki, rzadziej u Franciszka Smudy, a Dariusz Wdowczyk w ogóle nie widział dla niego miejsca w składzie. Magiera piłkarz był mistrzem Polski w 2002 i 2006 roku. W 1997 roku zdobył Puchar i Superpuchar, a w 2002 - Puchar Ligi.

20 grudnia 2006 roku dołączył do sztabu szkoleniowego Legii, zostając jednym z asystentów ówczesnego szkoleniowca drużyny... Dariusza Wdowczyka. Tę samą rolę pełnił za rządów Jacka Zielińskiego, Stefana Białasa, Macieja Skorży i Jana Urbana.

7 stycznia 2014 roku Magiera został mianowany trenerem rezerw stołecznego klubu. Na tym stanowisku szło mu przeciętnie. Choć trzeba uczciwie przyznać, że nie miał łatwo. Duża rotacja zawodników, "zsyłki" z pierwszej drużyny, ingerencje w taktykę ze strony Henninga Berga i jego współpracowników nie sprzyjały spokojnej pracy, czego efektem zaledwie dziesiąte miejsce w grupie łódzko-mazowieckiej trzeciej ligi. Bilans zespołu za rządów Magiery to 23 zwycięstwa, 11 remisów, 16 porażek. Nic więc dziwnego, że szefowie klubu podziękowali mu za pracę.

- Na początku czerwca dyrektor sportowy Jacek Mazurek zaprosił mnie na rozmowę. Usłyszałem, że nie przedłużą ze mną kontraktu. Przyjąłem do wiadomości. Zapytałem, czy to wszystko, wstałem, podziękowałem i wyszedłem. Pożegnanie trwało mniej niż minutę - relacjonował rozstanie ze swoim ukochanym klubem w rozmowie z dziennikarzem "Przeglądu Sportowego". Choć trzeba uczciwie przyznać, że nie miał łatwo. Duża rotacja zawodników, "zsyłki" z pierwszej drużyny, ingerencje w taktykę ze strony Henninga Berga i jego współpracowników nie sprzyjały stabilizacji drużyny.

Magiera jako asystent trenera cieszył się z dwóch mistrzostw Polski (2013 i 2014 rok), czterech Pucharów Polski (2008, 2011, 2012, 2013) i Superpucharu.

Marek Magiera, dziennikarz Polsatu specjalizujący się głównie w siatkówce, jest bratem Jacka. Obecny trener Legii sam jest wielkim fanem tego sportu. Ma też kolegów wśród siatkarzy, m.in. Michała Bąkiewicza czy Grzegorza Wagnera.

Nowy rozdział. 24 września 2016 roku Jacek Magiera podpisał dwuletni kontrakt na prowadzenie pierwszego zespołu Legii z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. To dla niego wielka szansa i jednocześnie nagroda za lata pracy dla klubu. Pracy ciężkiej, odpowiedzialnej i niezwykle ważnej, ale mało efektownej, a w efekcie niedocenianej. Magiera pełnił w stołecznym klubie różne funkcje. Był piłkarzem, asystentem trenera, współtwórcą akademii, szkoleniowcem drużyny rezerw, w dwóch meczach zastępował nawet Ireneusza Zawadzkiego w roli kierownika pierwszej drużyny. Oddał temu klubowi dużą część swojego zawodowego życia, ale on brzydko mu się odpłacił.

Czytając wywiady z Magierą z ostatnich kilkunastu miesięcy, da się zauważyć, że ma on spory żal do ludzi związanych z Legią. Za to, że go nie doceniali, nie liczyli się z jego zdaniem, ingerowali w jego pracę szkoleniową i zwalali winę za niepowodzenia projektów, za które nie odpowiadał. Teraz Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski, zmuszeni trudną sytuacją, w jakiej znalazł się klub po rządach Besnika Hasiego, postanowili go sprawdzić.

Magiera wie, jakiego zadania się podejmuje, ale jest na nie gotowy. Przez lata sumiennie się bowiem do niego przygotowywał. Bez względu na to, czy mu się uda, czy nie - już dziś jest wygrany. Będzie mógł bowiem o sobie powiedzieć, że był pierwszym trenerem najbogatszego klubu w Polsce. Czy go to zadowoli? Jasne, że nie. Magiera to bowiem człowiek ambitny, ale i cierpliwy, wytrwale dążący do celu, który się nie poddaje. Jestem przekonany, że jego związek z Legią będzie szczęśliwy.

Outsider. Magiera uchodzi za człowieka, który niezbyt pasuje do polskiego piłkarskiego piekiełka. Jest cierpliwy, cichy, spokojny, ale stanowczy w sądach, co niektórym "ważnym" ludziom może się nie podobać. Nie bierze udziału w intrygach, podwójnych grach i alkoholowych balangach do rana. Zawsze jest sobą, nie gra, nie manipuluje. Ma zestaw zasad, których się trzyma. Jedną z nich jest np. to, że nigdy nie krzyczy na zawodników podczas meczu. Wychodzi bowiem z założenia, że pracuje z ludźmi inteligentnymi, a to co miał piłkarzom do przekazania, przekazał przed pierwszym gwizdkiem sędziego i w trakcie gry wiele zmienić nie jest w stanie. Można co najwyżej dać małą wskazówkę, która poprawi realizację założeń taktycznych. Gracz podczas meczu musi być skoncentrowany na powierzonym mu zadaniach i nie powinien skupiać się na szalejącym przy linii bocznej szkoleniowcu. Tak przynajmniej widzi to Magiera. Ciekawe, co na ten temat sądzi Besnik Hasi...

Polsat. Podczas Euro 2016 Jacek Magiera był ekspertem tej stacji analizującym profile taktyczne drużyn biorących udział w czempionacie. Niestety, niezbyt dobrze sprawdził się w tej roli. Był spięty, stremowany i niemedialny do tego stopnia, że kibice już po kilku meczach z nim w roli analityka zaczęli tęsknić za Jackiem Gmochem i jego słynnymi strzałkami.

Raków Częstochowa. Magiera jest wychowankiem tego klubu. W jego barwach zadebiutował w Ekstraklasie 18 marca 1995 roku w spotkaniu ze Stalą Mielec (0:0). Do 1996 roku zagrał dla Rakowa 38 meczów, w których strzelił 8 goli. 10 lat później wrócił do klubu z Częstochowy, grającego wówczas w trzeciej lidze. Jako wypożyczony z Legii zawodnik spędził tu rundę wiosenną sezonu 2005/2006.

Smuda Franciszek. Relacje między nim a Jackiem Magierą należy podzielić na okres przed wypożyczeniem z Legii do Widzewa w 2000 roku i po nim. Smuda został trenerem stołecznego klubu 24 września 1999 roku. Początkowo nie widział Magiery w pierwszym składzie. W tym okresie Jacek spędzał na boisku średnio w meczu zaledwie... 33 sekundy. Został więc wypożyczony. Gdy wrócił z Łodzi, Smuda niespodziewanie zaczął na niego stawiać częściej. Dziś obaj są dobrymi znajomymi. Gdy spotykają się podczas meczu, zawsze znajdą czas, by ze sobą porozmawiać.

TVN. W latach 2012-2015 Jacek Magiera był trenerem reprezentacji gwiazd TVN-u w charytatywnych spotkaniach tej drużyny organizowanych przez fundację Nie jesteś sam.

Uczniowski Klub Sportowy "Olimpijczyk". Magiera pod koniec lat 90. razem z trenerem Robertem Olbińskim założył w rodzinnej Częstochowie klub o takiej nazwie. Był też kapitanem reprezentacji olimpijskiej prowadzonej przez Pawła Janasa, ale na drodze do igrzysk w Sydney stanęła Biało-Czerwonym reprezentacja Turcji, która pokonała ich w meczu barażowym decydującym o awansie.

Wyższe wykształcenie. W piłkarskim świecie to rzadkość. Jacek Magiera wyróżnia się jednak także pod tym względem. Jest absolwentem Wydziału Filologiczno-Historycznego Akademii Jana Długosza w Częstochowie. Aby nim zostać, musiał m.in. odbyć praktyki nauczycielskie w szkole podstawowej (wybrał tę o numerze 49, do której sam przed laty chodził) i obronić pracę magisterską pt. "Historyczna i heraldyczna emblematyka na podstawie klubów piłkarskich". 

Zagłębie Sosnowiec. Magiera został trenerem tego zaprzyjaźnionego z Legią klubu 16 maja 2016 roku. Drużynę ze Śląska poprowadził w 11 meczach - 9 pierwszoligowych i 2 w Pucharze Polski. Zagłębie przegrało tylko jeden z nich - w drugiej rundzie PP z Wisłą Kraków 3:4 po dogrywce. W lidze grało ofensywnie (najlepszy atak po 9 meczach) i solidnie w defensywie (tylko 8 straconych goli). Być może Magierze udałoby się wprowadzić zespół do Ekstraklasy, ale gdy zgłosiła się Legia, trener nie mógł odmówić.

poniedziałek, 12 września 2016

Uwaga, talent! O tych piłkarzach w najbliższych miesiącach będzie głośno

Joel Pohjanpalo - czy Fin stanie się dla
Bayeru drugim Ulfem Kirstenem?
źródło: wikipedia.org
Każdy sezon kreuje nowe gwiazdy. Choć kampania 2016/2017 dopiero się rozkręca, kilku młodych piłkarzy zdążyło już wyraźnie zaznaczyć swoją obecność. Dotąd znali ich tylko najwięksi piłkarscy hipsterzy, dziś mówią o nich eksperci, a jutro mogą być na ustach całego piłkarskiego świata.

Joel Pohjanpalo. Ma 21 lat, pochodzi z Helsinek, a graczem Bayeru jest od 2013 roku. Debiut w pierwszej drużynie zaliczył jednak dopiero 27 sierpnia 2016 roku w przegranym 1:2 meczu z Borussią Mönchengladbach. W dwóch pierwszych spotkaniach tego sezonu Bundesligi spędził na boisku zaledwie 31 minut, oddał cztery strzały na bramkę rywali i... strzelił cztery gole. W ten sposób stał się pierwszym od 19 lat graczem Bayeru, który zaliczył hat-tricka w niemieckiej ekstraklasie. Ostatni raz ta sztuka udała się Ulfowi Kirstenowi w listopadzie 1997 roku w meczu z Bayernem.

Do klubu z BayAreny Pohjanpalo trafił jako 19-latek, który w barwach HJK Helsinki rozegrał 50 meczów, strzelając w nich 16 goli. Nikt w Leverkusen nie miał wątpliwości, że to piłkarski diament. Trzeba go było jednak odpowiednio oszlifować, stąd wypożyczenia do VfR Aalen i Fortuny Düsseldorf. W tej pierwszej drużynie Fin w sezonie 2013/2014 wystąpił w 22 spotkaniach i zdobył 5 bramek. W drugiej spędził dwa kolejne lata. Jego bilans: 56 meczów, 13 goli.



Pohjanpalo świetnie wykorzystał szansę, jaką na początku sezonu 2016/2017 dostał od Rogera Schmidta. Pomogła mu też kontuzja Stefana Kiesslinga i słabsza forma Kevina Vollanda. W pierwszych meczach rundy jesiennej pokazał to, z czego jest znany, tylko z potrójną mocą. Fin wyśmienicie czuje się w szesnastce, ma doskonały timing, dobrze czyta grę i przewiduje zagrania kolegów oraz... błędy rywali. Jest łowcą bezpańskich piłek, które bezlitośnie zamienia na gole.

Dziś w Niemczech wszyscy fani futbolu mówią o nim jak o wielkim odkryciu, rodzącej się potencjalnej gwieździe. Trzeba jednak pamiętać o tym, że mimo iż Joel ma dopiero 21 lat, zdążył już rozegrać 20 meczów w pierwszej reprezentacji Finlandii i strzelić dla niej 4 gole. Nie jest więc nieopierzonym młokosem, który dopiero uczy się dorosłej piłki. To gracz mogący już dziś stać się siłą napędową Bayeru, a nawet gwiazdą Bundesligi.

Klub z Leverkusen ma w kadrze jeszcze kilku superzdolnych młokosów. 20-letni prawy obrońca Tin Jedvaj, stoper Jonathan Tah oraz skrzydłowy Julien Brandt już odgrywają znaczące role w zespole. Coraz więcej szans powinien też dostawać o rok od nich młodszy prawy defensor Benjamin Heinrichs. Mając grupę tak utalentowanych graczy, Bayer może za sezon, dwa na poważnie włączyć się do walki o mistrzostwo Niemiec, a przynajmniej... zarobić miliony euro, sprzedając ich do silniejszych klubów.


Bobby Wood. 23-letni napastnik przeszedł tego lata z Unionu Berlin do HSV za 3,5 mln euro jako trzeci strzelec poprzedniego sezonu 2. Bundesligi i najskuteczniejszy w pojedyńczym sezonie Amerykanin w historii niemieckiej piłki. Mało kto spodziewał się, że tak szybko przyzwyczai się do gry na wyższym poziomie, ale dwie bramki w dwóch pierwszych meczach nowego sezonu zamknęły usta nawet największym jego krytykom.

Jest przebojowy, bardzo zwrotny i szybki z piłką. Ma naturalny, trudny do rozszyfrowania drybling, oparty na balansie ciała i błyskawicznych zmianach kierunku prowadzenia futbolówki. Do tego jest silny i nawet najlepiej zbudowani obrońcy mają kłopoty z wybiciem go z rytmu biegu. Z jednej strony przypomina Theo Walcotta, z drugiej Edena Hazarda, a z trzeciej - Thierry'ego Henry'ego, swojego idola, na którym, jak sam przyznaje, się wzoruje.

Urodzony w Honolulu Wood, syn Japonki i Amerykanina z afrykańskimi korzeniami, jest w Niemczech już od 9 lat. Do TSV 1860 Monachium trafił jako 14-latek. Początkowo trudno było mu przyzwyczaić się do życia w chłodnym Monachium, które było całkowitym przeciwieństwem Kalifornii, gdzie wcześniej mieszkał. Na dodatek nie znał żadnego słowa po niemiecku. Wiedział jednak, że to dla niego szansa i musi ją wykorzystać.

Między 2007 a 2010 rokiem zasady profesjonalnego futbolu wpajali mu trenerzy drużyn młodzieżowych TSV. W barwach pierwszego zespołu Lwów Bobby zadebiutował 29 stycznia 2011 roku w meczu 2. Bundesligi z MSV Duisburg, a premierowego gola strzelił 10 miesięcy później w zremisowanym 1:1 spotkaniu z VfR Aalen. W sumie w barwach TSV Wood rozegrał 50 meczów, w których zdobył 13 bramek.



Zimą 2015 roku został wypożyczony do Erzgebirge Aue. Wystąpił w 9 meczach, trzykrotnie trafiając do siatki, ale nie pomogło to drużynie uniknąć spadku do 3. Bundesligi. W tym czasie selekcjoner reprezentacji USA, Jürgen Klinsmann, dał mu radę, która zabrzmiała jak... groźba. Niemiec uświadomił Woodowi, że musi zaistnieć w niemieckiej piłce właśnie teraz, inaczej będzie musiał szukać szczęścia gdzie indziej. W Europie bowiem 21-, 22-letni gracze uważani są za dojrzałych. Bobby wziął sobie te słowa do serca i... przeniósł się za darmo do Unionu Berlin. 17 goli w 31 grach sprawiło, że trafił do notesów skautów klubów z Bundesligi. Transfer był więc tylko kwestią czasu.

26-krotny reprezentant USA ma dać zespołowi Bruno Labbadii kilkanaście goli w sezonie. Jeśli w kolejnych miesiącach będzie równie skuteczny co na początku sezonu, tych trafień może być i 20. Z takim snajperem HSV nie powinno mieć problemów z utrzymaniem się w lidze.


Franck Yannick Kessié urodził się 19 lat temu w Ouragahio w południowo-środkowej części Wybrzeża Kości Słoniowej. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Stella Clubie z Abidżanu, skąd rok temu trafił do Atalanty Bergamo. Poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w Cesenie, której był podstawowym graczem. W Serie B rozegrał 37 meczów i zdobył 4 gole, tyle samo co... w pierwszych trzech kolejkach tej kampanii włoskiej ekstraklasy. Nie byłoby w tym nic aż tak nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Kessié to defensywny pomocnik.



Iworyjczyk jest obecnie najlepszym graczem Atalanty. Zdobył aż 4 gole, ma drugi wynik w drużynie pod względem liczby strzałów (po Alejandro Gomezie), wykonał najwięcej podań ze wszystkich graczy zespołu (144 - w tym 3 kluczowe), z 86-procentową celnością. Do tego wygrał 6 pojedynków (86%), zaliczył 5 przechwytów i 3 odbiory.

Kessié jest niezwykle silny, a przy tym wyjątkowo dynamiczny i jak na defensywnego pomocnika bardzo szybki, całkiem dobrze wyszkolony technicznie i... niezbyt wysoki - ma bowiem "tylko" 183 cm wzrostu. Nie boi się też oddawać strzałów na bramkę. W pierwszej reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej zadebiutował w wieku zaledwie 17 lat. Jego dobra forma na początku tego sezonu nie jest więc niespodzianką, ale raczej kontynuacją wzrostowego trendu. Jeśli uda mu się dalej tak odważnie kroczyć obraną ścieżką, za rok może być bohaterem głośnego transferu.


Andrea Belotti ma dopiero 22 lata, a w dorobku już ponad 70 meczów w Serie A. Bilans strzelecki też niczego sobie - 22 gole. Włoch w odróżnieniu od Wooda, Pohjanpalo czy Kessiégo zdążył już wyrobić sobie markę w piłkarskim światku. Każdy fan Serie A wie, kim on jest.

W poprzednim sezonie Belotti był podstawowym graczem Torino. Zdobył 12 goli i zanotował 5 asyst. Trudno było mu cokolwiek zarzucić, w odróżnieniu od wielu jego kolegów z zespołu. Na bramkę rywali nie uderzał co prawda zbyt często - 70 razy, ale za to całkiem celnie (połowa jego strzałów zmierzała między słupki i poprzeczkę). Kampanię 2016/2017 zaczął z wysokiego c, zdobywając 4 gole w 2 meczach. Niestety, na zgrupowaniu włoskiej kadry nabawił się kontuzji uda, która wykluczyła go z ostatniego spotkania Serie A z Atalantą.



Wychowanek Albinoleffe to charakterny gość, co to walki na boisku się nie boi. Potrafi się zastawić, przytrzymać piłkę z obrońcą "na plecach", a następnie szybko się obrócić i pomknąć w stronę bramki rywali. Ma instynkt snajpera, dobrze wie, gdzie ustawić się w polu karnym, by piłka do niego trafiła. Potrafi też kropnąć z dystansu, ale zdecydowaną większość goli zdobywa z szesnastki. Lubi grać jako cofnięty napastnik w duecie z klasyczną dziewiątką. Niektórzy eksperci porównują go do Gianluki Viallego, określając mianem "snajpera w starym stylu".

W 64 meczach w barwach Palermo Belotti zdobył 16 goli. By strzelić tyle samo dla Torino, potrzebował 39 spotkań. Z sezonu na sezon jest lepszy, sprytniejszy i bardziej skuteczny. Giampiero Ventura, nowy selekcjoner reprezentacji Włoch i były trener Torino, dobrze wie, na co go stać. Nic więc dziwnego, że wysłał do niego powołanie na mecze z Francją i Izraelem. Belotti, jeśli dalej będzie się rozwijał w takim tempie, za rok może trafić do klubu z czołówki Serie A. Ma bowiem "papiery" na grę o najwyższe cele.


Niklas Süle. Pochodzący z Frankfurtu 21-letni stoper był ponoć jednym z głównych kandydatów do zastąpienia Matsa Hummelsa w Borussii Dortmund. Cena podyktowana przez szefów TSG 1899 Hoffenheim okazała się jednak zaporowa nawet dla krezusów z Zagłębia Ruhry. Sternicy klubu z Badenii-Wirtembergii dobrze wiedzieli, co robią. Süle dostał bowiem powołanie do kadry Niemiec na turniej olimpijski w Rio de Janeiro. Swoją dobrą grą w Brazylii nie tylko pomógł reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów dojść do finału, ale także znacznie zwiększył własne notowania w kraju i zagranicą. W lutym portal transfermarkt.de wyceniał go na 8 mln euro, dziś już na 12. Latem może być wart 15 albo i więcej.

Sposobem gry Süle przypomina Hummelsa. Jego główne atuty to duża skuteczność w starciach jeden na jednego i umiejętność rozpoczęcia ataku drużyny inteligentnym, mierzonym podaniem. Tak jak jego starszy kolega potrafi też znaleźć się w polu karnym rywali i zrobić użytek ze swoich 195 centymetrów wzrostu. W poprzednim sezonie miał najwyższy wskaźnik performance score - 661 pkt (przygotowywany przez portal Squawka.com na podstawie różnych aspektów gry w poszczególnych meczach) ze wszystkich graczy Hoffenheim. Do tego 63 przechwyty, 35 odbiorów, wygrał też 55 pojedynków główkowych i zablokował 29 strzałów.



Latem Süle był nie tylko na celowniku Borussii Dortmund. Bardzo chciał pozyskać go także Jürgen Klopp. 21-letni stoper uznał jednak, że w tym momencie kariery lepsza dla niego będzie regularna gra w Bundeslidze w barwach Hoffenheim niż zażarta walka o miejsce w składzie The Reds. Pod okiem byłego trenera Borussii Dortmund Niklas mógłby stać się lepszym piłkarzem szybciej, ale postanowił pójść pod prąd. Oczywiście odmowa w letnim oknie transferowym nie oznacza, że piłkarz na zawsze skreślił Liverpool. Jeśli w każdym meczu Bundesligi będzie potwierdzał swoje atuty, następnego lata, a może już zimą, klub z czerwonej części miasta Beatlesów ponownie spróbuje ściągnąć go do siebie. Wówczas odrzucenie kolejnej oferty takie łatwe już nie będzie...

Dla Sülego, Belottiego, Kessiégo, Wooda i Pohjanpalo sezon 2016/2017 może być przełomowy. Ich kariery nabiorą tempa, wartość podwoi się lub potroi, kibice będą wypowiadać ich nazwiska z wypiekami na twarzy, jeśli tylko potwierdzą na boisku swój nieprzeciętny talent. By zostać piłkarzem o uznanej w Europie renomie, nie wystarczy tylko dar od Boga. Potrzeba jeszcze wytrwałości, silnego charakteru, wielu godzin ciężkiej pracy na treningach i ludzi, którzy w odpowiednim momencie na ciebie postawią i pomogą podjąć najlepszą decyzję z możliwych. Gdy każdy z wymienionej wyżej piątki spełni te warunki, podbije piłkarski Olimp.

niedziela, 4 września 2016

Giełda transferowa - notowanie 3.

1,38 mld euro - tyle wydały kluby Premier League na nowych piłkarzy tego lata. To absolutny rekord. W innych ligach tak pieniędzmi nie szastano, co nie oznacza, że nie było interesujących, często zaskakujących roszad. Wielu z nich dokonano 31 sierpnia, czyli ostatniego dnia okna transferowego. Wcześniej też nudno na rynku nie było. Podsumowanie najciekawszych transferów dokonanych między 16 a 31 sierpnia znajdziecie poniżej.

Premier League

O krok od transferu do Burnley był Kamil Grosicki, ale chciwość szefów Stade Rennes sprawiła, że Polak wciąż będzie musiał grać we Francji. Podobny zawód spotkał 31 sierpnia Adriena Silvę. Wydawało się, że wszystko między Sportingiem oraz Leicester jest uzgodnione. 21 mln funtów - tyle mieli zapłacić mistrzowie Anglii za mistrza Europy. Za pięć dwunasta szefowie Lwów zmienili jednak zdanie i Silva zostanie w zespole grupowego rywala Legii w Lidze Mistrzów przynajmniej do stycznia.

Dopiero ostatniego dnia okna transferowego Arsene'owi Wengerowi udało się wzmocnić swoją drużynę. Lucas Pérez, strzelec 18 goli dla Deportivo w poprzednim sezonie, da Francuzowi więcej opcji ustawiania linii ofensywnej. Shkodran Mustafi zaś, najlepszy w ostatnich miesiącach gracz Valencii, powinien wprowadzić w defensywie Kanonierów tak potrzebny tej formacji spokój. Emirates Stadium opuścił za to Jack Wilshere. Wychowanek Arsenalu spróbuje odbudować swoją formę u boku Artura Boruca w Bournemouth. Jeśli mu się to uda w dobrym stylu, wróci do macierzystego klubu, inaczej pobyt w zespole Wisienek może potrwać dłużej niż jeden sezon.

Ciekawych wzmocnień dokonał West Ham i to bez wydawania choćby jednego euro. Alvaro Arbeloa najlepsze lata ma już co prawda za sobą, ale to wciąż dobry prawy obrońca. Simone Zaza z kolei w Juventusie się nie przebił, lecz jeśli uda mu się wrócić do formy, jaką prezentował w czasach pobytu w Sassuolo, Młoty będą miały z niego pożytek.

Na szokującą zamianę w bramce Manchesteru City zdecydował się Pep Guardiola, który zamienił Joego Harta na Claudia Bravo. Hiszpański trener często dokonywał kontrowersyjnych posunięć i z reguły okazywało się, że miał rację. Hart i Bravo to bramkarze o podobnej klasie sportowej. Nie jestem więc przekonany, czy warto było poświęcać ikonę Obywateli i zastępować ją już 33-letnim Chilijczykiem. Być może wpływ na taką decyzję szkoleniowca miały też pozaboiskowe aspekty związane z Hartem. 

Tottenham nieco przewietrzył kadrę, pozbywając się m.in. Nacera Chadliego i Ryana Masona, a sprowadzając z Newcastle Sissoko oraz jeden z największych talentów francuskiego futbolu - N'Koudou z Marsylii. Ten drugi to przyszłościowa inwestycja, pierwszy - realne wzmocnienie zespołu. Mason zaś stał się najdroższym w historii piłkarzem sprowadzonym przez Hull City.

Głębiej do kieszeni sięgnęli szefowie Watfordu. Daryl Janmaat i Younès Kaboul, a zwłaszcza Roberto Pereyra powinni pomóc drużynie Szerszeni zapewnić utrzymanie w Premier League wcześniej niż w ostatnich kolejkach sezonu.

Warto też odnotować powrót na Stamford Bridge Davida Luiza. The Blues zrobili na Brazylijczyku świetny interes. Dwa lata temu sprzedali go PSG za 50 mln, a teraz odkupili za 11,5 mln mniej. Drugim nabytkiem las minute Chelsea był Marcos Alonso z Fiorentiny. Lewi obrońcy, którzy trafiali ostatnio do londyńskiego klubu nie spełniali pokładanych w nich nadziei i nie byli w stanie nawet nawiązać do występów Ashleya Cole'a sprzed lat. Filipe Luis i Baba Rahman zawiedli, więc musieli odejść. Czy w przypadku Marcosa Alonso będzie inaczej? Antonio Conte jest przekonany, że tak.

Islam Slimani (Sporting CP - Leicester City, 30 mln euro)
Lucas Pérez (Deportivo La Coruna - Arsenal FC, 20 mln euro)
Shkodran Mustafi (Valencia CF - Arsenal FC, 41 mln euro)
Moussa Sissoko (Newcastle United - Tottenham Hotspur, 35 mln euro)
Georges Kevin-N'Koudou (Olympique Marsylia - Tottenham Hotspur, 11 mln euro)
Alvaro Arbeloa (Real Madryt - West Ham United, bez odstępnego)
Simone Zaza (Juventus FC - West Ham United, wypożyczenie)
Edmilson Fernandes (Sion - West Ham United, 6,4 mln euro)
Claudio Bravo (FC Barcelona - Manchester City, 18 mln euro)
Javier Manquillo (Atlético Madryt - Sunderland AFC, wypożyczenie)
Steven Pienaar (Everton FC - Sunderland AFC, bez odstępnego)
Didier Ndong (FC Lorient - Sunderland AFC, 16 mln euro)
Enner Valencia (West Ham United - Everton FC, wypożyczenie)
Wilfried Bony (Manchester City - Stoke City, wypożyczenie)
Bruno Martins Indi (FC Porto - Stoke City, wypożyczenie)
Marcos Alonso (ACF Fiorentina - Chelsea FC, 23 mln euro)
David Luiz (Paris Saint-Germain - Chelsea FC, 38,5 mln euro)
Dieumerci Mbokani (Dynamo Kijów - Hull City, wypożyczenie)
Ryan Mason (Tottenham Hotspur - Hull City, 15,4 mln euro)
David Marshall (Cardiff City - Hull City, 4,1 mln euro)
Adama Traoré (Aston Villa - Middlesbrough FC)
Calum Chambers (Arsenal FC - Middlesbrough FC, wypożyczenie)
Hal Robson-Kanu (Reading - West Bromwich Albion, bez odstępnego)
Nacer Chadli (Tottenham Hotspur - West Bromwich Albion, 15,2 mln euro)
Jack Wilshere (Arsenal FC - Bournemouth, wypożyczenie)
Loïc Rémy (Chelsea FC - Crystal Palace, wypożyczenie)
Christian Benteke (Liverpool FC - Crystal Palace, 31,2 mln euro)
Kenedy (Chelsea FC - Watford FC, wypożyczenie)
Daryl Janmaat (Newcastle United - Watford FC, 8,9 mln euro)
Younès Kaboul (Sunderland AFC - Watford FC, 4 mln euro)
Roberto Pereyra (Juventus Turyn - Watford FC, 13 mln euro)
Jeff Hendrick (Derby County - Burnley FC, 11,5 mln euro)

La Liga

Wydatki na transfery klubów hiszpańskich wyglądają blado w porównaniu z tymi zespołów Premier League. Na Półwyspie Iberyjskim piłkarzy głównie w ostatnich dwóch tygodniach wypożyczano. Valencia w ten sposób załatwiła sobie m.in. zastępstwo za sprzedanego do Arsenalu Mustafiego w osobie Eliaquima Mangali, któremu liga hiszpańska powinna bardziej pasować od fizycznej i szybkiej Premier League. Jego partnerem na środku defensywy będzie najprawdopodobniej sprowadzony za 20 mln euro z Zenitu Ezequiel Garay, który po latach w Rosji wraca do wielkiej piłki. Nietoperzami tymczasowo zostali też młody talent z Barcelony Munir El Haddadi i Mario Suáre, w latach 2010-2015 ważne ogniwo Atlético Madryt.

Sevilla również na zasadzie wypożyczenia wzmocniła obsadę bramki i linię pomocy. Trudno powiedzieć, czy Salvatore Sirigu jest lepszym bramkarzem od Sergio Rico. Na pewno Włoch jest bardziej doświadczony, co może okazać się jego wielkim atutem, zwłaszcza w kontekście rywalizacji w Lidze Mistrzów. Samir Nasri po odejściu z Arsenalu się pogubił. W Manchesterze City nie potrafił poradzić sobie z ciążącą na nim presją.W efekcie z sezonu na sezon grał gorzej. Pod okiem Jorge Sampaolego powinien dojść do siebie. A nie trzeba nikogo przekonywać, że Francuz w formie to gracz światowego formatu.

Barca w wypożyczenia się nie bawiła. Oddanego do Manchesteru City Cladia Bravo zastąpiła znakomitym holenderskim specjalistą Jasperem Cillessenem. Jego rywalizacja o miejsce w bramce z Markiem-Andre ter Stegenem z pewnością będzie niezwykle zacięta i wyrównana. Paco Alcácer, mimo że kosztował aż 30 milionów euro, przyszedł do Dumy Katalonii po to, by zapewnić jej gwiazdorom solidnego zmiennika. As Valencii wolał rzadkie występy w Blaugranie niż regularną grę w barwach Nietoperzy. Ciężko taką decyzję jednoznacznie ocenić. Czas pokaże, jak Alcácerowi pójdzie na Camp Nou. Czy będzie drugim Henrikiem Larssonem, czy raczej Ibrahimem Afellayem.

Paco Alcácer (Valencia CF - FC Barcelona, 30 mln euro)
Jasper Cillessen (Ajax Amsterdam - FC Barcelona, 13 mln euro)
Emmanuel Rivière (Newcastle United - CA Osasuna, wypożyczenie)
Samir Nasri (Manchester City - Sevilla FC, wypożyczenie)
Salvatore Sirigu (Paris Saint-Germain - Sevilla FC, wypożyczenie)
Eliaquim Mangala (Manchester City - Valencia CF, wypożyczenie)
Ezequiel Garay (Zenit Sankt Petersburg - Valencia CF, 20 mln euro)
Munir El Haddadi (FC Barcelona - Valencia CF, wypożyczenie)
Mario Suárez (Watford FC - Valencia CF, wypożyczenie)
Diego López (AC Milan - Espanyol Barcelona, wypożyczenie)
Álvaro Vázquez (Getafe CF - Espanyol Barcelona, 2 mln euro)
David López (SSC Napoli - Espanyol Barcelona, 4 mln euro)
Álvaro González (Espanyol Barcelona - Villarreal CF, 4 mln euro)
Franck Tabanou (Swansea City - Granada CF, wypożyczenie)
Artem Kravets (Dynamo Kijów - Granada CF, wypożyczenie)
Gastón Silva (Torino FC - Granada CF, wypożyczenie)
Giuseppe Rossi (ACF Fiorentina - Celta Vigo, wypożyczenie)
Douglas (FC Barcelona - Sporting Gijón, wypożyczenie)
Darko Brasanac (Partizan Belgrad - Real Betis, 1,5 mln euro)
Luciano (Corinthians - CD Leganés, wypożyczenie)


Bundesliga

Jeśli za 19-latka, który w Nottingham Forest strzelił zaledwie 6 goli w 25 meczach, płaci się 15 mln euro, to znaczy, że angielski wirus finansowy powoli zaraża też kluby Bundesligi. Na razie mowy o epidemii nie ma, za tym szalonym transferem stoi bowiem Red Bull Lipsk - klub z pokaźnymi zasobami pieniędzy.

Lekkie symptomy choroby wykazał też Bayer Leverkusen. Klub z Nadrenii Północnej - Westfalii za austriackiego stopera Aleksandara Dragovicia zapłacił aż 18 mln euro. Były gracz Dynama Kijów to obrońca wysokiej klasy, ale wydawanie prawie 20 baniek na piłkarza, który nie grał w żadnej z najsilniejszych lig Europy, jest dość odważne, żeby nie powiedzieć lekkomyślne.

Poważnie wzmocnione wróci Schalke do ligowej rywalizacji po przerwie na mecze reprezentacji. Jewhen Konoplanka w Sevilli nie był sobą, podobnie jak Benjamin Stambouli w Paryżu. Czy w Gelskenkirchen odzyskają swoją tożsamość? Szefowie Koenigsblauen postanowili zaryzykować i sprawdzić to za własne pieniądze. Ciekawe też, jak w realiach Bundesligi odnajdzie się Nabil Bentaleb. Algierczyk radził sobie w Premier League, więc i na niemieckich boiskach nie powinien mieć z tym kłopotu.

Douglas Santos (Atlético Mineiro - HSV, 7,5 mln euro)
Philipp Wollscheid (Stoke City - VfL Wolfsburg, wypożyczenie)
Mario Gómez (ACF Fiorentina - VfL Wolfsburg, 7 mln euro)
Serge Gnabry (Arsenal FC - Werder Brema, 5 mln euro)
Martin Hinteregger (Red Bull Salzburg - FC Augsburg, 7 mln euro)
Jonathan Schmid (TSG 1899 Hoffenheim - FC Augsburg, 5,3 mln euro)
Kyriakos Papadopoulos (Bayer Leverkusen - Red Bull Lipsk, wypożyczenie)
Jewhen Konoplanka (Sevilla FC - Schalke 04 Gelsenkirchen, wypożyczenie)
Benjamin Stambouli (Paris Saint-Germain - Schalke 04 Gelsenkirchen, 8,5 mln euro)
Nabil Bentaleb (Tottenham Hotspur - Schalke 04 Gelsenkirchen, wypożyczenie)
Aleksandar Dragović (Dynamo Kijów - Bayer Leverkusen, 18 mln euro)
Georg Niedermeyer (VfB Stuttgart - SC Freiburg, bez odstępnego)
Bernardo (Red Bull Salzburg - Red Bull Lipsk, 6 mln euro)
Oliver Burke (Nottingham Forest - Red Bull Lipsk, 15 mln euro)
Alexander Esswein (FC Augsburg - Hertha Berlin, 2,5 mln euro)
Levin Öztunali (Bayer Leverkusen - 1. FSV Mainz, 5 mln euro)
Roman Bezjak (HNK Rijeka - SV Darmstadt, 2 mln euro)


Serie A

Inter na João Mário i Gabriela Barbosę wydał prawie 70 mln euro, ale do Ligi Europy ich nie zgłosił. Wszystko przez zasadę finansowego fair play, do której klub z Mediolanu w ostatnich latach niezbyt się stosował. W lidze obaj powinni jednak błyszczeć. Zwłaszcza Gabigol w duecie z Mauro Icardim ma stanowić postrach każdej drużyny w lidze.

Największym wydarzeniem ostatnich dni jest wypożyczenie Joego Harta z Manchesteru City do Torino. Dla Anglika to zsyłka, sportowa degradacja. Jeszcze nie tak dawno temu walczył w Lidze Mistrzów, a teraz czeka go batalia o utrzymanie w Serie A. Trochę smutne, ale Anglik sam jest sobie winien.

Milan potrzebował świeżej krwi i w końcu ją dostał. Matias Fernández i Jose Sosa to nieźli piłkarze, ale nie o takich wzmocnieniach marzyli kibice Rossonerich i trener Vincenzo Montella. Chińscy właściciele klubu z San Siro na razie nie są zbyt rozrzutni. Może zimą odważniej ruszą na zakupy.

Kolejny powrót do Serie A zaliczył Alberto Aquilani. Wcześniej trafiał jednak do dużo mocniejszych klubów - Juve, Milanu i Fiorentiny. Teraz jednak nikt z tuzów Serie A go nie chciał. Wychowanek Romy postara się więc pomóc Delfino Pescara uniknąć spadku. Wspierać go w tym będzie Simone Pepe, a przynajmniej będzie próbował. Ma już bowiem 33 lata...

O nowego defensywnego pomocnika postarało się Napoli. 19-letni Amadou Diawara w poprzednim sezonie był podstawowym graczem Bologny. O wywalczenie miejsca w pierwszym składzie Azzurrich będzie mu bardzo trudno, ale nie po to Aurelio De Laurentiis zapłacił za niego prawie 15 mln euro, by był tylko uzupełnieniem kadry.

Matias Fernández (ACF Fiorentina - AC Milan, wypożyczenie)
José Sosa (Besiktas - AC Milan, 7,5 mln euro)
João Mário (Sporting Lizbona - Inter Mediolan, 40 mln euro)
Gabriel Barbosa (Santos FC - Inted Mediolan, 27,5 mln euro)
Sebastián Cristóforo (Sevilla FC - ACF Fiorentina, wypożyczenie)
Hrvoje Milić (Hajduk Split - ACF Fiorentina, 1 mln euro)
Lucas Orbán (Valencia CF - FC Genoa, bez odstępnego)
Davide Biraschi (Avellino - FC Genoa, 1,6 mln euro)
Giovanni Simeone (River Plate - FC Genoa, 3 mln euro)
Luis Alberto (Liverpool FC - Lazio Rzym, 5 mln euro)
Bastos (FK Rostów - Lazio Rzym, 6,5 mln euro)
Joe Hart (Manchester City - Torino FC, wypożyczenie)
Leandro Castán (Sampdoria Genua - Torino FC, wypożyczenie)
Lorenzo De Silvestri (Sampdoria Genua - Torino FC, 3,6 mln euro)
Mirko Valdifiori (SSC Napoli - Torino FC, 3,5 mln euro)
Maximiliano Oliveira (Penarol - ACF Fiorentina, wypożyczenie)
Carlos Salcedo (Guadalajara - ACF Fiorentina, wypożyczenie)
Etrit Berisha (Lazio Rzym - Atalanta Bergamo, wypożyczenie)
Aleksandar Pesić (FC Toulouse - Atalanta Bergamo, wypożyczenie)
Abdoulay Konko (Lazio Rzym - Atalanta Bergamo, bez odstępnego)
Vasilis Torosidis (AS Roma - FC Bologna, bez odstępnego)
Laurenzo Crisetig (Inter Mediolan - FC Bologna, 2,7 mln euro)
Blerim Dzemaili (Galatasaray Stambuł - FC Bologna, 1,3 mln euro)
Panagiotis Tachtsidis (Torino FC - Cagliari Calcio, wypożyczenie)
Nikola Maksimović (Torino FC - SSC Napoli, wypożyczenie)
Marko Rog (Dynamo Zagrzeb - SSC Napoli, wypożyczenie)
Amadou Diawara (FC Bologna - SSC Napoli, 14,5 mln euro)
Pietro Iemmello (Spezia - US Sassuolo, 2,3 mln euro)
Gianmarco Ferrari (Crotone - US Sassuolo, 4 mln euro)
Bruno Henrique (Corinthians - US Palermo, 3,3 mln euro)
Alessandro Diamanti (Guanhzou Ervergrande - US Palermo, bez odstępnego)
Jonathan de Guzmán (SSC Napoli - Chievo Werona, wypożyczenie)
Samuel Bastien (RSC Anderlecht - Chievo Werona, 1,3 mln euro)
Alberto Aquilani (Sporting Lizbona - Delfino Pescara, bez odstępnego)
Simone Pepe (Chievo Werona - Delfino Pescara, bez odstępnego)
Jean-Christophe Bahebeck (Paris Saint-Germain - Delfino Pescara, wypożyczenie)
Dodô (Inter Mediolan - Sampdoria Genua, wypożyczenie)
Bruno Peres (Torino FC - AS Roma, wypożyczenie)
Frédéric Veseli (FC Lugano - Empoli FC, bez odstępnego)

Inne ciekawe transfery

Mario Balotellego tego lata nie chciał zatrudnić prawie nikt, aż w końcu zgłosił się klub z Nicei. Krnąbrny Włoch do spółki z eksstoperem Wolfsburga - Dante - oraz wypożyczonym z Dynama Kijów Younèsem Belhandą ma pozwolić klubowi z Lazurowego Wybrzeża połączyć rywalizację we francuskiej ekstraklasie z występami w Lidze Europy.

Polska kolonia w Ligue 1 w ostatnich dniach sierpnia powiększyła się o dwóch graczy. Igor Lewczuk sprawdzi się w Girondins Bordeaux. W ostatnich dwóch sezonach były gracz Znicza Pruszków i Zawiszy Bydgoszcz zrobił ogromny postęp. Transfer do solidnego francuskiego ligowca powinien być dla niego kolejnym krokiem naprzód. Być może ekslegioniście przyjdzie walczyć z Mariuszem Stępińskim, nowym snajperem FC Nantes, klubu Waldemara Kity.

Sporting tego lata stracił kilka swoich gwiazd. W ich miejsce Lwy ściągnęły m.in. wieżowca z Wolfsburga, Basa Dosta oraz wypożyczyły z Liverpoolu byłego asa Benfiki, Lazara Markovicia. Szefowie Orłów również nie szczędzili grosza na wzmocnienia. Prawie 17 mln euro za Rafę Silvę, dotychczasowego skrzydłowego Bragi, pokazuje, że zespół z czerwonej części Lizbony chce się liczyć nie tylko w lidze portugalskiej, ale też w europejskich pucharach.

Igor Lewczuk (Legia Warszawa - Girondins Bordeaux, 1 mln euro)
Walerij Kazaiszwili (Vitesse Arnhem - Legia Warszawa, wypożyczenie)
Hakim Ziyech (Twente Enschede - Ajax Amsterdam, 11 mln euro)
Siem de Jong (Newcastle United - PSV Eindhoven, wypożyczenie)
Bart Ramselaar (FC Utrecht - PSV Eindhoven, 6 mln euro)
Rafa Silva (SC Braga - Benfica Lizbona, 16,4 mln euro)
Younès Belhanda (Dynamo Kijów - OGC Nice, wypożyczenie)
Mario Balotelli (Liverpool FC - OGC Nice, bez odstępnego)
Dante (VfL Wolfsburg - OGC Nice, 2,1 mln euro)
Iwan Nowosielcew (Rubin Kazań - Zenit Sankt Petersburg, 10 mln euro)
Yohan Mollo (AS Saint-Étienne - KS Samara)
Paweł Wszołek (Hellas Werona - Queens Park Rangers, wypożyczenie)
Matt Miazga (Chelsea FC - Vitesse Arnhem, wypożyczenie)
Lazar Marković (Liverpool FC - Sporting CP, wypożyczenie)
Luc Castaignos (Eintracht Frankfurt - Sporting CP, 2,5 mln euro)
Bas Dost (VfL Wolfsburg - Sporting CP, 10 mln euro) 
Ivan Cavaleiro (AS Monaco - Wolverhampton Wanderers, 8 mln euro)
Nigel de Jong (Los Angeles Galaxy - Galatasaray Stambuł, bez odstępnego)
Óscar Cardozo (Trabzonspor - Olympiakos Pireus, 2,4 mln euro)
Moussa Sow (Al-Ahli - Fenerbahce Stambuł, wypożyczenie)
William Vainqueur (AS Roma - Olympique Marsylia, wypożyczenie)
Kolbeinn Sigthórsson (FC Nantes - Galatasaray Stambuł, wyposażenie)
Mariusz Stępiński (Ruch Chorzów - FC Nantes, 2 mln euro)
Naldo (Sporting CP - FK Krasnodar, 4,5 mln euro)

niedziela, 21 sierpnia 2016

Legia w depresji. Terapia wstrząsowa pilnie potrzebna

Legia pod wodzą Besnika Hasiego zmierza w złą stronę.
Czas coś z tym zrobić. Pytanie co?
źródło: wikipedia.org, autor: Rubber Dragon

"Kilku piłkarzy nie może grać już w tej drużynie". "Wyglądało to dzisiaj tak, jakby nie wszyscy zawodnicy chcieli wygrać mecz. Niektórzy sprawiali wrażenie, że nie zależy im na Legii". Te dwa cytaty padły po przegranym przez mistrza Polski w fatalnym stylu meczu z Arką 1:3. Pierwsze słowa wypowiedział prezes Legii, Bogusław Leśnodorski, drugie - jej trener, Besnik Hasi. Obaj mają rację, diagnoza jest słuszna. Pytanie, jak ten problem rozwiązać?

Kapitan najsłabszym ogniwem

Przed tygodniem, po kompromitującym 0:1 z Górnikiem Łęczna, dosadny komentarz na temat formy Legii wygłosił Arkadiusz Malarz, jej najlepszy w ostatnich miesiącach piłkarz. Reprymenda poskutkowała na chwilę. Zespół z Warszawy stanął na wysokości zadania i w Dublinie wygrał 2:0 z Dundalk FC, mocno otwierając bramę do upragnionej fazy grupowej Champions League. Kibice mieli nadzieję, że od tej pory będzie już tylko lepiej i również w lidze drużyna zacznie wygrywać. Pierwszą oznaką, że niekoniecznie tak musi być, był skład Legii na mecz z Arką, a zwłaszcza ustawienie 1-3-5-2. Legia nie grała tak od czasów Dragomira Okuki!

Gdynianie nie zamierzali dawać jej z tego powodu forów i szybko taktyczny chaos gospodarzy wykorzystali. Zatrważająca była zwłaszcza postawa Jakuba Rzeźniczaka. Jeszcze nie tak dawno lider defensywy Legii, obecnie jest jej najsłabszym punktem. W sobotę z Arką prezentował się znacznie gorzej od 19-letniego Mateusza Wieteski. W efekcie już w przerwie opuścił murawę. Z pewnością to m.in. o nim mówił Bogusław Leśnodorski. Kapitan drużyny jest jej najsłabszym graczem - takie sytuacje tylko w Legii! Rzeźniczak ma poważny problem. Z jednej strony, by odzyskać pewność siebie, musi grać. Z drugiej, grać nie może, bo jest w fatalnej formie. Besnik Hasi musi przeprowadzić z nim męską rozmowę, podbudować go trochę, sprawić, by znów uwierzył w siebie. Wtedy takie błędy jak z Arką czy Górnikiem Łęczna może będą mu się przytrafiały rzadziej.

Bułgarski niewypał

Drugim pewniakiem do odstrzału jest Michaił Aleksandrov. Bułgar nawet nie udaje, że mu zależy na grze w Legii. Kiedy jest na murawie, głównie truchta, rzadko pokazuje się kolegom. Do tego nie potrafi wygrać żadnego pojedynku, a 90% jego dośrodkowań trafia w nogi obrońcy. Pomysł Hasiego, by w meczu z Arką wystawić go jako wahadłowego w systemie 1-3-5-2, wyglądał jak głupi żart. Nie wiem tylko, kto miał się z niego śmiać. Bilans Aleksandrova w Legii to 25 spotkań (1258 minut gry), jeden gol (piękna główka w meczu pierwszej kolejki tego sezonu z Jagiellonią) i dwie asysty. Wierzę, że Bułgar... go nie poprawi. Lepiej rozwiązać z nim umowę teraz i zapłacić odszkodowanie, niż dawać mu co miesiąc pensje za obowiązki, które wykonuje gorzej niż źle.

Postój Stojana

Leśnodorski i Hasi, wypowiadając gorzkie słowa o postawie niektórych zawodników, mieli też z pewnością na myśli Stojana Vranjesa. Sprowadzony do Legii z Lechii Gdańsk za 300 tysięcy euro piłkarz miał zwiększyć konkurencję w pomocy warszawskiego zespołu, dodać mu zadziorności, charyzmy. Dziś Chorwat, podobnie jak Rzeźniczak, jest cieniem samego siebie. Najgorsze jest wcale nie to, że mu nie wychodzi, ale że nie chce mu się biegać, walczyć, starać się. Po stracie piłki Stojan nie goni rywala, który mu ją zabrał, tylko spokojnie w spacerowym tempie zmierza na własną połowę. Z kolei podczas stałych fragmentów gry przed bramką Arkadiusza Malarza prawie zawsze gubi krycie - przykład: trzeci gol dla Arki w sobotnim meczu. Zdecydowanie lepiej byłoby dać szansę w pierwszym zespole Rafałowi Makowskiemu, wypożyczonemu ostatecznie do Pogoni Siedlce, niż trzymać w nim na siłę zupełnie bezproduktywnego Vranjesa. Chorwat to kolejny kandydat do wyrzucenia z Legii.

Co z tym Hämäläinenem?

Ludzie związani z warszawskim klubem zastanawiają się, w czym tkwi problem Kaspra Hämäläinena. Choć Fin statystyk wcale tak fatalnych nie ma - 5 goli i asysta w 21 meczach, nikt w Legii nie ma wątpliwości, że gra o wiele poniżej oczekiwań i swoich możliwości. Gdy przebywa na boisku, przez większą część meczu jest praktycznie niewidoczny. Z reguły ożywia się tuż po przerwie, po reprymendzie od trenera w szatni, ale tylko na chwilę. Dziś jest zaledwie marną kopią siebie samego z Lecha. Zdarzają mu się co prawda przebłyski "geniuszu", podczas których widać, że ma wysokie umiejętności - dobrą technikę, niezły przegląd pola, silny strzał, lecz na tyle rzadko, że mało kto o nich pamięta. Ekslechita wygląda na zmęczonego, źle przygotowanego fizycznie. Może właśnie to w połączeniu z rosnącą presję jest powodem jego niemocy. Z Hämäläinena na razie Legia nie powinna rezygnować, mimo że on robi dużo, by tak się właśnie stało. Czyżby powietrze w stolicy aż tak mu nie służyło?

Transferowe osłabienia

Ostatnie zakupy Legii na razie wydają się nietrafione. Thibault Moulin zaczął dobrze, ale z meczu na mecz gra gorzej. Steeven Langil jest tylko trochę lepszą wersją Jakuba Koseckiego. W Lidze Mistrzów, kiedy ekipa Hasiego będzie grała z kontry, się przyda - jest bowiem niezwykle szybki. W lidze jednak, w ataku pozycyjnym, może być bezwartościowy. Maciej Dąbrowski to niezły stoper, ale tylko w polskich ligowych realiach. Na europejskie puchary jest za wolny, za mało mobilny. Vadis Odjidja-Ofoe gdy trochę schudnie i nadrobi zaległości treningowe, może stać się dyrygentem drużyny, o ile będzie mu się chciało, a to wcale nie jest pewne. Nieprzypadkowo bowiem jego przygoda z Norwich City skończyła się porażką. Gdy z klubu odejdą Nemanja Nikolić i Michał Pazdan, konieczne będą kolejne wzmocnienia. Jednym z nich może być 25-letni reprezentant Rumunii, napastnik Denis Alibec z Astry Giurgiu. Mam jednak nadzieję, że perspektywa gry w Lidze Mistrzów i możliwość promocji na największych europejskich salonach sprawi, że zarówno Węgier, jak i Polak w Warszawie zostaną przynajmniej do stycznia.

Czas na radykalne działania

Legii potrzebny jest wstrząs. Stanisław Czerczesow na dzień dobry odsunął od pierwszego zespołu Aleksandara Prijovicia. Piłkarze byli zaskoczeni, kibice i właściciele klubu też, ale Rosjanin wiedział, co robi. Za jego czasów Legia co prawda także grą nie zachwycała, ale jednego nie można jej było odmówić - woli walki i biegania od pierwszej do ostatniej minuty meczu. Hasi zaczął relacje z drużyną fatalnie i do tej pory nie zrobił nic, by je poprawić. Co więcej, publicznie gani swoich podopiecznych, całą winę za złe wyniki spychając na nich. Gołym okiem widać, że między zawodnikami a trenerem chemii nie ma. Sytuację może naprawić awans do fazy grupowej Champions League, ale nie musi. Piłkarze bowiem wiedzą, że nie wywalczyli go dzięki swojej świetnej grze, tylko dzięki szczęściu i słabości rywali. Nie tylko zawodnicy więc, ale także Besnik Hasi muszą się obudzić. Albańczyk, jeśli chce nadal prowadzić drużynę, powinien zmodyfikować swoje metody, dostosować je do stołecznych realiów i przestać traktować graczy jak nieudaczników. Są słabi - to fakt - ale on jest od tego, by podczas meczów o tym zapominali. Henningowi Bergowi przez kilka miesięcy to się udawało. Jeśli Hasi szybko nie nauczy się tej sztuki, nadchodząca jesień będzie jego pierwszą i ostatnią w Legii.

Najbardziej paradoksalne w sytuacji, w której znajduje się teraz zespół z Warszawy, jest to, że za kilkadziesiąt godzin może awansować do fazy zasadniczej Ligi Mistrzów. Czyli osiągnąć sukces, na jaki polski klub czeka od 20 lat. Jeśli we wtorek podczas rewanżu z Dundalk nie zdarzy się katastrofa, w czwartek przedstawiciele Legii będą obecni w Monako na ceremonii losowania grup Champions League. Nie będzie to oczywiście zasługa ani piłkarzy, ani trenera, tylko fortuny, która w tym roku była szczególnie łaskawa dla legionistów. Trzeba jednak przyznać, że szefowie Legii trochę szczęściu pomogli. To oni przecież wynegocjowali kontrakt sponsorski z firmą, której nazwa raczej z pechem się nie kojarzy...

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Giełda transferowa - notowanie 2.

Najgłośniejszy transfer ostatnich lat stał się faktem - Paul Pogba za 105 mln euro przeszedł z Juventusu Turyn do Manchesteru United. Czy Francuz jest aż tyle wart? Nie, ale w Premier League z kasą się nie liczą i regularnie przepłacają. Najsilniejsze kluby z innych lig, nie chcąc stracić dystansu do Wyspiarzy, siłą rzeczy również muszą brać udział w tym chorym wyścigu. Efekt - transfer Gonzalo Higuaina z Napoli do Juventusu za 90 mln euro. Na tle tych dwóch transakcji reszta wygląda blado, co nie oznacza, że z rynku wieje nudą. Niżej znajdziecie podsumowanie najciekawszych zakupów dokonanych przez kluby Premiership, Primera Division, Serie A i Bundesligi między 17 lipca a 15 sierpnia.

Premier League

The Citizens tego lata wydali już na nowych piłkarzy ponad 160 mln euro i wcale nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Zakup Johna Stonesa powinien wzmocnić zarówno całą defensywę zespołu, jak i konkurencję między graczami tej formacji. 55,6 mln euro wydane na dobrego stopera można jeszcze jakoś uzasadnić - Manchester City miał bowiem w poprzednim sezonie problemy w obronie, ale już pół setki przeznaczone na gracza, który nie zagrał nawet 50 meczów w Bundeslidze, to już spore przegięcie. Jakie szanse ma Leroy Sané na regularną grę w błękitnej koszulce? Niewielkie. Takie same jak nasz Bartosz Kapustka, który będzie uczył się angielskiego futbolu pod okiem Marcina Wasilewskiego w Leicester.

Arsenal miał być tego lata wyjątkowo aktywny na rynku transferowym, tak przynajmniej zapowiadał pod koniec czerwca Arsene Wenger. Jest jednak jak zwykle ospały i nieudolny. W efekcie do tej pory nikogo znaczącego poza Granitem Xhaką nie sprowadził, a zwłaszcza defensywa prosi się o solidne wzmocnienia.

Poważnie zmieniona do nowego sezonu przystępuje Swansea, który straciła dwa kluczowe elementy - defensywny w postaci kapitana Ashleya Williamsa, i ofensywny w osobie André Ayew, który postanowił zostać częścią ciekawego projektu, który kształtuje się pod szyldem West Hamu. Lukę powstałą po ich odejściu spróbują wypełnić stoper Mike van der Hoorn i ofensywny zaciąg z Hiszpanii - Fernando Llorente oraz Borja Bastón. Wracając do Ayew - Ghańczyk był bohaterem najdroższego transferu w dziejach Młotów.

Na ciekawy zakup zdecydował się Liverpool. Georginio Wijnaldum kosztował sporo, ale powinien idealnie odnaleźć się w szalonej paczce Jürgena Kloppa. Pierwszy mecz The Reds z Arsenalem na Emirates Stadium pokazuje, że aklimatyzacja Holendra w drużynie z Anfield przebiega zgodnie z planem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że już się zakończyła.

Paul Pogba (Juventus Turyn - Manchester United, 105 mln euro)
Bartosz Kapustka (Cracovia - Leicester City, 9 mln euro)
John Stones (Everton FC - Manchester City, 55,6 mln euro)
Leroy Sané (Schalke 04 Gelsenkirchen - Manchester City, 50 mln euro)
Jérémy Pied (OGC Nice - Southampton FC, bez odstępnego)
André Ayew (Swansea City - West Ham United, 24,1 mln euro)
James Chester (West Browmich Albion - Aston Villa Birmingham, 9 mln euro)
Georginio Wijnaldum (Newcastle United - Liverpool FC, 27,5 mln euro)
Joe Allen (Liverpool FC - Stoke City, 15,5 mln euro)
Ashley Williams (Swansea City - Everton FC, 14 mln euro)
Idrissa Gueye (Aston Villa Birmingham - Everton FC, 8,5 mln euro)
Borja Bastón (Eibar/Atlético Madryt - Swansea City, 18 mln euro)
Fernando Llorente (Sevilla FC - Swansea City, 5,9 mln euro)
Mike van der Hoorn (Ajax Amsterdam - Swansea City, 2,5 mln euro)
Christian Kabasele (Genk - Watford FC, 6,95 mln euro)
Brice Dja Djédjé (Olympique Marsylia - Watford FC, 3,6 mln euro)
Matt Phillips (QPR - West Bromwich Albion, 6,5 mln euro)
Steve Mandanda (Olympique Marsylia - Crystal Palace, bez odstępnego)
Patrick McNair (Manchester United - Sunderland AFC, 5,25 mln euro)
Adnan Januzaj (Manchester United - Sunderland AFC, wypożyczenie)
Papy Djilobodji (Chelsea FC - Sunderland AFC, 9,5 mln euro)
Steven Defour (RSC Anderlecht - Burnley FC, 8,5 mln euro)
Johann Berg Gudmundsson (Charlton Athletic - Burnley FC, 3 mln euro)
Álvaro Negredo (Valencia CF - Middlesbrough FC, wypożyczenie)
Brad Guzan (Aston Villa Birmingham - Middlesbrough FC, 3 mln euro)
Alex Pritchard (Tottenham Hotspur - Norwich City, 9,4 mln euro) 

La Liga

Real Madryt, poza ściągnięciem z powrotem Alvaro Moraty, na razie jest mało aktywny na rynku. Czyżby szykował jakąś transferową bombę? Takich tego lata unika za to FC Barcelona. Blaugrana jednak solidnie wzmacnia poszczególne formacje. André Gomes może wirtuozem w starym barcelońskim stylu nie jest, ale łączy cechy człowieka od czarnej roboty z nutką piłkarskiej magii - do Dumy Katalonii w wersji Luisa Enrique się więc nadaje.

W Hiszpanii spróbują odbudować swoje kariery Alexandre Pato, który wybrał Villarreal, i Kevin-Prince Boateng, nowy gracz Las Palmas. Temu pierwszemu może się udać, drugiemu zaś - raczej nie. W Mediolanie Ghańczykowi nie chciało się trenować, więc czy inaczej będzie w dużo bardziej urokliwym zakątku świata, jakim bez wątpienia są Wyspy Kanaryjskie? Nowymi w załodze Żółtej Łodzi Podwodnej są także Roberto Soriano i Nicola Sansone, którzy do tej pory na chleb zarabiali w Italii. Obaj zostali sprowadzeni raczej z myślą o zwiększeniu rywalizacji w pomocy. Raczej trudno oczekiwać, że któryś z nich w nowym sezonie La Ligi będzie grał pierwsze skrzypce w ekipie trenera Frana Escriby.

Dwóch kolejnych ciekawych wzmocnień dokonał Espanyol Barcelona. Tym razem kontrakty z Papużkami podpisali Javi Fuego i Martin Demichelis. Pierwszy ma 32, drugi 35 lat - doświadczenia im więc nie brakuje. Ciekawe, jak będzie z siłami.

Napastnikami wymieniły się Atlético i Sevilla. Los Colchoneros są biedniejsi o 35 mln euro, ale mają superuniwersalnego snajpera Kevina Gameiro. Klub z Andaluzji zaś stał się bogatszy finansowo, ale biedniejszy sportowo, bo Luciano Vietto w Hiszpanii na razie nie potwierdza wielkiego talentu, który ponoć posiada. W Sevilli o miejsce w pierwszym składzie Argentyńczyk będzie miał nieco łatwiej niż w Madrycie, co nie oznacza, że dostanie je za darmo. Jeśli będzie równie nieskuteczny jak w Atlético, szybko do składu wskoczy sprowadzony z Tuluzy Wissam Ben Yedder. Francuz w każdym z czterech poprzednich sezonów Ligue 1 strzelał 14 goli lub więcej. Dobrze wie więc, jak to się robi, w odróżnieniu od Vietto.

André Gomes (Valencia CF - FC Barcelona, 35 mln euro)
Kevin Gameiro (Sevilla FC - Atlético Madryt, 32 mln euro)
Diogo Jota (Pacos Ferreira - Atlético Madryt, 7,2 mln euro)
Roberto Soriano (Sampdoria Genua - Villarreal CF, 14,1 mln euro)
Nicola Sansone (US Sassuolo - Villarreal CF, 13 mln euro)
Alexandre Pato (Corinthians - Villarreal CF, 3 mln euro)
Aissa Mandi (Stade Reims - Real Betis, 4 mln euro)
Roman Zozulya (Dnipro Dniepropietrowsk - Real Betis, bez odstępnego)
Wissam Ben Yedder (Toulouse FC - Sevilla FC, 9 mln euro)
Luciano Vietto (Atlético Madryt - Sevilla FC, wypożyczenie)
Daniel Torres (Indepediente Medellin - Deportivo Alavés, 3,18 mln euro)
Carl Medjani (Levante UD - CD Leganés, bez odstępnego)
Javi Fuego (Valencia CF - Espanyol Barcelona, 3 mln euro)
Martin Demichelis (Manchester City - Espanyol Barcelona, bez odstępnego)
José Angulo (Indepediente del Valle - Granada CF, 4,03 mln euro)
Guillermo Ochoa (Málaga CF - Granada CF, wypożyczenie)
Florian Lejeune (Manchester City - SD Eibar, 1,5 mln euro)
Pedro León (Getafe CF - SD Eibar, bez odstępnego)
Pione Sisto (FC Midtjyland - Celta Vigo, 6 mln euro)
Fernando Amorebieta (Fulham FC - Sporting Gijón, 0,3 mln euro)
Emre Çolak (Galatasaray Stambuł - Deportivo La Coruña, bez odstępnego)
Florin Andone (Córdoba CF - Deportivo La Coruña, 4 mln euro)
Willian José (CD Maldonado - Real Sociedad, 6 mln euro)
Zdravko Kuzmanović (FC Basel - Málaga FC, wypożyczenie)
Sandro Ramirez (FC Barcelona - Málaga FC, bez odstępnego)
Martin Montoya (FC Barcelona - Valencia CF, bez odstępnego)
Álvaro Medrán (Real Madryt - Valencia CF, 1,5 mln euro)
Kevin-Prince Boateng (AC Milan - UD Las Palmas, bez odstępnego)

Bundesliga

Borussia Dortmund tego lata wydała na nowych piłkarzy już 110 mln euro - to rekord Bundesligi. Pozyskani ostatnio Schürrle i Götze w swoich poprzednich klubach, Wolfsburgu i Bayernie, raczej rozczarowywali. W zespole Thomasa Tuchela mają odzyskać dawny wigor. Ten drugi będzie miał znacznie trudniej, gdyż kibice są przeciwko niemu. Trudno się im jednak dziwić, w 2013 roku piłkarz zdradził bowiem zarówno ich, jak i klub, przechodząc do znienawidzonego rywala. BVB zrobiła jednak na nim dobry interes. Trzy lata temu sprzedała go za 37 mln, a teraz odkupiła za 22. Jeśli strzelec jedynego gola w finale Mistrzostw Świata 2014 odbuduje formę w Dortmundzie, za sezon, dwa może zostać sprzedany do zespołu z Premier League nawet za 50 mln euro - ma przecież dopiero 24 lata i nieprzeciętne umiejętności.

Na wzrost wartości i odsprzedanie z dużym zyskiem liczą też szefowie Herthy Berlin w przypadku sprowadzonego z Legii Ondreja Dudy. Słowak kosztował 4,2 mln euro, ale rok, dwa dobrej gry w Bundeslidze mogą podwoić, a nawet potroić jego cenę. Podobne plany mają Hamburger SV i SC Freiburg względem odpowiednio Alena Halilovicia i Çağlara Söyüncü.

Max Kruse po nieudanej próbie podbicia Wolfsburga spróbuje przywrócić swojemu nazwisku prestiż, strzelając gole dla Werderu Brema. Kuba Błaszczykowski nie miał po drodze z Thomasem Tuchelem, z Dieterem Heckingiem powinien dogadywać się lepiej. Forma reprezentanta Polski w sparingach pokazuje, że może być ważnym ogniem Wilków w sezonie 2016/2017. O podobną pozycję w drużynie będzie musiał się mocno postarać Rafał Gikiewicz, nowy golkiper Freiburga. Na razie wszystko wskazuje na to, że były bramkarz Eintrachtu Brunszwik będzie tylko rezerwowym.

Najdroższego transferu w swoich dziejach dokonał HSV, który pozyskał za 14 mln euro skrzydłowego VfB Stuttgart, Filipa Kosticia. Die Rothosen wygrali walkę o utalentowanego Serba z VfL Wolfsburg i liczą, że z nim w składzie utrzymanie zapewnią sobie znacznie wcześniej niż na kolejkę, dwie przed końcem sezonu.

André Schürrle (VfL Wolfsburg - Borussia Dortmund, 30 mln euro)
Mario Götze (Bayern Monachium - Borussia Dortmund, 22 mln euro)
Coke (Sevilla FC - Schalke 04 Gelsenkirchen, 4 mln euro)
Abdul Rahman Baba (Chelsea FC - Schalke 04 Gelsenkirchen, wypożyczenie)
José Rodríguez  (Galatasaray Stambuł - 1. FSV Mainz, 2,15 mln euro)
Ondrej Duda (Legia Warszawa - Hertha Berlin, 4,2 mln euro)
Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund - VfL Wolfsburg, 5 mln euro)
Max Kruse (VfL Wolfsburg - Werder Brema, 7,5 mln euro)
Lamine Sané (Girondin Bordeaux - Werder Brema, bez odstępnego)
Sehrou Guirassy (LOSC Lille - 1. FC Köln, 3,8 mln euro)
Filip Kostić (VfB Stuttgart - HSV, 14 mln euro)
Alen Halilović (FC Barcelona - HSV, 5 mln euro)
Bobby Wood (Union Berlin - HSV, 3,5 mln euro)
Florent Hadergjonaj (Young Boys - 1. FC Ingolstadt, 2 mln euro)
Antonio Colak (TSG Hoffenheim - SV Darmstadt, wypożyczenie)
Omar Mascarell (Real Madryt - Eintracht Frankfurt, 1 mln euro)
Jesus Vallejo (Real Madryt - Eintracht Frankfurt, wypożyczenie) 
Branimir Hrgota (Borussia Mönchengladbach - Eintracht Frankfurt, bez odstępnego)
Guillermo Varela (Manchester United - Eintracht Frankfurt, wypożyczenie)
Michael Hector (Chelsea Londyn - Eintracht Frankfurt, wypożyczenie)
Çağlar Söyüncü (Altinordu SK - SC Freiburg, 2,5 mln euro)
Rafał Gikiewicz (Eintracht Brunszwik - SC Freiburg, 1 mln euro)
Janik Haberer (TSG Hoffenheim - SC Freiburg, 2 mln euro)

Serie A

Wicemistrz Włoch zarobił fortunę na Higuainie i połowę tej kwoty przeznaczył na transfery Polaków. Arkadiusz Milik ma zastąpić Argentyńczyka w ataku Azzurrich i jeśli nie strzeli 15-20 goli w sezonie, za rok albo będzie musiał odejść, albo zyska konkurenta z głośnym nazwiskiem do gry w ataku. Piotr Zieliński bardzo dobrze zna Maurizio Sarriego. To ten trener pozwolił mu zaistnieć w Serie A i bardzo go ceni, czego najlepszym dowodem jest ściągnięcie Polaka do Neapolu.

Polscy kibice z uwagą będą też śledzić występy Karola Linettego, który podpisał pięcioletni kontrakt z Sampdorią Genua. Wejście do drużyny ekslechita miał bardzo dobre i jeśli wykorzysta szanse, jakie dostanie na początku sezonu, może na stałe wywalczyć sobie miejsce w pierwszym składzie.

Juventus tego lata na zakupy wydał już prawie 160 mln euro. 90 mln za Higuaina jest kwotą zawyżoną co najmniej dwukrotnie. Mnie bardziej zastanawia jednak drugi z dokonanych ostatnio przez Starą Damę transferów. Marko Pjaca ma 21 lat, jest skrzydłowym z 11 występami w reprezentacji Chorwacji i najdroższym piłkarzem w historii ligi tego kraju. Jeśli mistrz Włoch płaci za kogoś 23 mln euro, to nie po to, by trzymać go na ławce rezerwowych. Czyżby zatem Pjaca szykowany był do regularnej gry na skrzydle?

W Interze Mediolan nie dzieje się ostatnio dobrze. Zmiana trenera podczas okresu przygotowawczego jest wydarzeniem rzadko spotykanym nawet we Włoszech. Frank de Boer ma bardzo niewiele czasu, by poukładać drużynę po swojemu. Sprowadzony z Lazio Antonio Candreva na pewno będzie ważnym elementem tej układanki.

Rzymski klub całkiem rozsądnie rozdysponował pieniądze z transferu swojej gwiazdy. Ciro Immobile, Wallace, Jordan Lukaku i Moritz Leitner powinni dać Simone Inzaghiemu większe pole manewru przy ustalaniu składu i ograniczyć wahania formy drużyny w przypadku kontuzji czołowych graczy.

Warto też wspomnieć o dwóch ciekawych wzmocnieniach Genui. Lucas Ocampos w Monaco błyszczał, w Marsylii zupełnie się pogubił. W ekipie Rossoblu spróbuje się odbudować. Jego kolegą będzie wracający po czteroletnim okresie w Dynamie Kijów portugalski pomocnik Miguel Veloso. Obaj z pewnością dodadzą ekipie ze Stadio Luigi Ferraris jakości.

Gonzalo Higuain (SSC Napoli - Juventus Turyn, 90 mln euro)
Marko Pjaca (Dynamo Zagrzeb - Juventus Turyn, 23 mln euro)
Ciro Immobile (Sevilla FC - Lazio Rzym, 8,5 mln euro)
Wallace (SC Braga - Lazio Rzym, 8 mln euro)
Jordan Lukaku (KV Oostende - Lazio Rzym, 5 mln euro)
Moritz Leitner (Borussia Dortmund - Lazio Rzym, 2 mln euro)
Gustavo Gómez (CA Lanús - AC Milan, 8,5 mln euro)
Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam - SSC Napoli, 32 mln euro)
Piotr Zieliński (Empoli FC - SSC Napoli, 14 mln euro)
Antonio Candreva (Lazio Rzym - Inter Mediolan, 22 mln euro)
Mario Rui (Empoli FC - AS Roma, wypożyczenie)
Thomas Vermaelen (FC Barcelona - AS Roma, wypożyczenie)
Simone Verdi (AC Milan - FC Bologna, 1,5 mln euro)
Adám Nagy (Ferencváros Budapeszt - FC Bologna, 1,5 mln euro)
Mauricio Isla (Juventus Turyn - Cagliari Calcio, 4 mln euro)
Marco Borriello (Atalanta Bergamo - Cagliari Calcio, bez odstępnego)
Cárlos Sanchez (Aston Villa Birmingham - AFC Fiorentina, wypożyczenie)
Miguel Veloso (Dynamo Kijów - FC Genoa, bez odstępnego)
Lucas Ocampos (Olympique Marsylia - FC Genoa, wypożyczenie)
Slobodan Rajković (SV Darmstadt - US Palermo, 1,5 mln euro)
Jacopo Sala (Hellas Werona - Sampdoria Genua, 5 mln euro)
Patrick Schick (Sparta Praga - Sampdoria Genua, 4 mln euro)
Luca Cigarini (Atalanta Bergamo - Sampdoria Genua, 3,5 mln euro)
Karol Linetty (Lech Poznań - Sampdoria Genua, 3,2 mln euro)
Alfred Duncan (Sampdoria Genua - US Sassuolo, 6 mln euro)
Timo Letschert (FC Utrecht - US Sassuolo, 3,5 mln euro)
Adem Ljajić (AS Roma - FC Torino, 8,5 mln euro)
Sasa Lukić (Partizan Belgrad - FC Torino, 1,5 mln euro)
Panagiotis Tachtsidis (FC Genoa - FC Torino, 1,3 mln euro)
Iago Falqué (AS Roma - FC Torino, wypożyczenie)
Rodrigo de Paul (Valencia CF - Udinese Calcio, 3 mln euro)
Hamdi Harbaoui (KSC Lokeren - Udinese Calcio, bez odstępnego)

Inne ciekawe transfery

Jesé, przechodząc do PSG, podjął dziwną decyzję, dla mnie niezrozumiałą. Z pewnością w Paryżu zarobi więcej niż w Madrycie, ale czy będzie grał częściej? Raczej większe szanse na to miałby, zostając w Realu.

Aston Villa, spadkowicz z Premier League, nie zamierza oszczędzać na wzmocnieniach, mimo że grając w Championship będzie miał znacznie mniejsze dochody. W przypadku Rossa McCormacka szefów klubu z Birmingham chyba jednak trochę poniosło. Szkot w poprzednim sezonie strzelił co prawda dla Fulham 21 goli w lidze, ale ma już 29 lat. Fulham, sprzedając go za ponad 14 mln euro, zrobiło dobry interes.

Ciekawie pieniądze za Arkadiusza Milika rozdysponował Ajax, który za 10 mln euro ściągnął dwóch utalentowanych Kolumbijczyków - 19-letniego snajpera Cassierrę i o rok starszego środkowego obrońcę Sáncheza. Do tego wypożyczył Bertranda Traoré, który w końcówce poprzedniego sezonu rozegrał kilka dobrych meczów w barwach Chelsea.

Remy Cabella (Newcastle United - Olympique Marsylia, 8 mln euro) 
Henri Bedimo (Olympique Lyon - Olympique Marsylia, bez odstępnego)
Jesé (Real Madryt - Paris Saint-Germain, 25 mln euro)
Ola Toivonen (FC Toulouse - Stade Rennes, 1,5 mln euro)
Daniel Schwaab (VfB Stuttgart - PSV Eindhoven, bez odstępnego)
Matteo Cassierra (Deportivo Cali - Ajax Amsterdam, 5,5 mln euro)
Bertrand Traoré (Chelsea Londyn - Ajax Amsterdam, wypożyczenie)
Davinson Sánchez (Atletico Nacional - Ajax Amsterdam, 5 mln euro)
Heiko Westermann (Real Betis - Ajax Amsterdam, bez odstępnego)
Nicolai Jørgensen (FC Kopenhaga - Feyenoord Rotterdam, 3,5 mln euro)
Ross McCormack (Fulham FC - Aston Villa Birmingham, 14,3 mln euro)
Rubén Rochina (Granada CF - Rubin Kazań, 10 mln euro)
Jonathas (Real Sociedad - Rubin Kazań, 7 mln euro)
Giuliano (Gremio Port Alegre - Zenit Sankt Petersburg, 7 mln euro)
Robert Mak (PAOK Saloniki - Zenit Sankt Petersburg, 3,5 mln euro)
Bálazs Dzsudzsák (Bursaspor - Al-Wahda 3 mln euro)
Eren Derdiyok (Kasimpasa - Galatasaray Stambuł, 4 mln euro)
Vadis Odjidja-Ofoe (Norwich City - Legia Warszawa, bez odstępnego)