poniedziałek, 20 lutego 2017

Najbardziej znienawidzony piłkarz świata. Diego Costa od A do Z

Krnąbrny, arogancki, czasami po prostu chamski,
ale skuteczny - taki jest Diego Costa.
źródło: wikipedia.org autor: Aleksandr Osipov
Idę na wojnę. Wy idziecie ze mną - tym zdaniem Diego Costa przywitał się z Johnem Terrym, Branislavem Ivanoviciem i Garym Cahillem podczas pierwszej wizyty w ośrodku treningowym Chelsea. Dla niego każdy mecz to prawdziwa bitwa, w której liczy się tylko zwycięstwo, a środki użyte do osiągnięcia celu są mniej ważne. "L'Equipe" w 2015 roku nazwał go najbardziej znienawidzonym piłkarzem na świecie, trudno bowiem znaleźć kogoś, kto zalazł za skórę równie dużej liczbie kolegów po fachu. Na boisku prowokuje, obraża, oszukuje, a czasami bardzo brutalnie fauluje. Nie przeszkadza mu to jednak być jednym z najlepszych napastników globu. Boiskowy wojownik z duszą dziecka, twardziel o gołębim sercu, futbolowy diabeł tasmański - Diego Costa od A do Z.

Atlético Madryt. Costa został oficjalnie zaprezentowany jako gracz Los Colchoneros 10 czerwca 2007 roku. Media na dzień dobry nazwały go... nowym Kaką. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Diega porównano akurat do tego brazylijskiego pomocnika. Skaut Javier Hernandez optował za tym, by Costa początkowo trenował z drużyną rezerw. Dyrektor sportowy Jesus Garcia Pitarch sugerował jednak, by wypożyczyć go do innego klubu. Ostatecznie tak się właśnie stało. Najpierw była Celta potem Albacete, a następnie transfer do Realu Valladolid z opcją odkupienia, z którego Atlético skorzystało.

Brazylijczyk miał być trzecim napastnikiem po Sergiu Aguero i Diego Forlanie. Ligowy debiut w barwach Rojiblancos zaliczył 30 sierpnia 2010 roku w starciu ze Sportingiem Gijon. W 67. minucie zmienił Diega Forlana, a następnie asystował przy golu Simao Sabrosy, ustalającym wynik meczu na 4:0 dla Atlético. W sezonie 2010/2011 La Ligi Costa zdobył 6 goli, ale bramki te wcale nie wzmocniły jego pozycji w drużynie. Gdy był już dogadany z Besiktasem i miał przejść do tego klubu, w lipcu doznał poważnej kontuzji kolana, która wykluczyła go z gry na pół roku. Kiedy wrócił do zdrowia, został wypożyczony do Rayo Vallecano. Tak naprawdę dopiero od sezonu 2012/2013 zaczęła się prawdziwa kariera Costy w Atlético. Strzelił wówczas 20 goli w 44 meczach ligowych i pucharowych. Jego talent eksplodował rok później, kiedy to trafił do siatki aż 36-krotnie. Nic dziwnego, że został nominowany do tytułu napastnika roku w Hiszpanii. Zdobyć go nie mógł z prostego powodu - w gronie kandydatów do tej nagrody był też Cristiano Ronaldo.

Pozycja Costy na europejskim rynku piłkarskim była w 2014 roku bardzo mocna. Brazylijczyk mógł więc przebierać w ofertach. Ostatecznie przyjął tę Chelsea.

Barcelona Esportiva Capela to klub, który powstał w 2004 roku w południowej części Sao Paulo, by dać chłopcom z okolicznych faweli alternatywę dla wejścia na przestępczą ścieżkę związaną z handlem narkotykami. Właśnie w nim pierwsze piłkarskie kroki stawiał Diego Costa. Trafił tam dzięki znajomościom swojego wujka Jarminho, w którego sklepie pracował po tym, jak rok wcześniej opuścił rodzinne Lagarto w poszukiwaniu lepszych życiowych perspektyw. W Barcelonie EC Diego grał w rozgrywkach do lat 18 i zarabiał miesięcznie równowartość około 600 zł. Już na samym początku pokazał, że niezłe z niego ziółko, kiedy to został zawieszony na cztery miesiące za uderzenie przeciwnika i znieważenie sędziego. W klubie był do 2006 roku, kiedy to dzięki koneksjom znanego agenta sportowego Jorge Mendesa za 1,5 mln euro trafił do Sportingu Braga.

Chelsea FC. Zawodnikiem klubu ze Stamford Bridge Diego Costa został 1 lipca 2014 roku. Podpisał pięcioletni kontrakt, gwarantujący mu zarobki w wysokości 150 tys. funtów tygodniowo. The Blues zapłacili za niego Atlético 32 mln funtów. Trener José Mourinho był zadowolony, bo w końcu dostał silnego, sprytnego, dobrego technicznie i co najważniejsze - skutecznego napastnika. Costa również czuł się szczęśliwy, gdyż trafił do ligi, która wydawała się być dla niego stworzona. Pierwszy raz w barwach Chelsea zagrał 27 lipca w towarzyskim meczu z Olimpiją Lublana. Jego nowa drużyna wygrała 2:1, a on strzelił jednego gola. Oficjalnym debiutem Diega było spotkanie Premier League z Burnley 18 sierpnia. W nim też trafił do siatki. Do tej pory w barwach Chelsea wystąpił 104 razy, zdobył 52 bramki, a przy 21 asystował. Obejrzał też 27 żółtych kartek i mimo momentami brutalnej gry - tylko 2 czerwone, za każdym razem w konsekwencji drugiej żółtej.

Przed sezonem 2016/2017 Costa nosił się z zamiarem odejścia z londyńskiego klubu i powrotu do Atlético. Antonio Conte zdołał go jednak przekonać do zmiany planów. Zrobił też coś jeszcze. Dzięki niemu Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem odzyskał radość z gry w piłkę. Znów jest skuteczny jak w swym pierwszym sezonie w Premier League, ponownie imponuje sprytem i przebiegłością pod polem karnym rywali, a także mniej fauluje, ale... tylko trochę. Mimo to trudno nazwać stosunki między Diegiem a jego trenerem wzorowymi, to taka typowa "szorstka przyjaźń".

Darczyńca. Rok temu "The Guardian" opisał historię fana Arsenalu, który wraz z żoną prowadzi dom dziecka. W 2015 roku placówka zmagała się z problemami finansowymi, groziła jej likwidacja. Wspomniany kibic starał się różnymi sposobami zdobyć potrzebne pieniądze. Z pomocą innych sympatyków Kanonierów próbował nawet zainteresować sprawą piłkarzy tego klubu. Niestety, bez skutku. W październiku odebrał telefon od osoby mówiącej po hiszpańsku. Jako że nie znał tego języka, przekazał słuchawkę swojej matce. Tajemniczy rozmówca spytał o adres sierocińca i zapowiedział wizytę. Trzy godziny później na podjeździe przed budynkiem zaparkowało luksusowe BMW. Wysiedli z niego Diego Costa i Willian. Po krótkiej rozmowie każdy z nich zaoferował wsparcie domu dziecka kwotą 50 tysięcy funtów. Obietnicę spełnili i dzięki tym pieniądzom placówka została uratowana. Fan Arsenalu później spotykał się z Costą kilkakrotnie. Piłkarz zaprosił go np. do swojego rodzinnego Lagarto, gdzie funkcjonuje finansowana przez niego szkoła.

Efektywność. Costa strzelił w Premier League 47 goli (stan na 20 lutego), oddając 214 strzałów, w tym 96 celnych. Prawie co drugie uderzenie w światło bramki znajdowało więc drogę do siatki - to całkiem dobry wynik. Zdecydowaną większość goli były gracz Atlético Madryt zdobył prawą nogą - 31 i tylko jednego z rzutu karnego. Zanotował też 14 asyst, a średnio podczas meczu podawał 29 razy.



Familia. Ojciec Costy, Jose de Jesus, nadał mu imię na cześć swojego idola, Diega Armando Maradony. Starszy brat Brazylijczyka, Jair, również dostał imię po słynnym piłkarzu. W jego przypadku był to Jairzinho. Diego i Jair grali razem w Barcelonie EC. Ten drugi jednak nie został zawodowym piłkarzem. Pierwszy również nie wierzył, że nim będzie. Pochodził z małej miejscowości, grał dużo z kolegami na ulicy, ale gdy poszedł na "casting" do lokalnego klubiku Atlético Clube Lagartense, został odrzucony. Gdyby nie wujek Jarminho, który załatwił mu miejsce w Barcelonie EC, o Coście dziś nikt pewnie by nie słyszał.

Głowa. Gra tą częścią ciała nie jest jego najmocniejszą stroną. Z 47 goli, jakie strzelił do tej pory w Premier League, zaledwie 4 padły po strzałach głową. Costa, jak na kogoś, kto ma 188 cm wzrostu, rzadko wygrywa powietrzne pojedynki - w tym sezonie angielskiej ekstraklasy tylko 25%.

Hat-trick. Diego w swojej dotychczasowej karierze zaliczył je tylko dwukrotnie. Pierwszego ustrzelił 3 kwietnia 2011 w wygranym przez Atlético 3:2 meczu z Osasuną. Drugiego już w barwach Chelsea, 13 września 2014 roku w starciu ze Swansea (4:2). Dublety Diego notował natomiast czternastokrotnie, ostatni raz 9 listopada 2016 roku w spotkaniu ze... Swansea (5:0). 

Indywidualne laury. Król strzelców Pucharu Króla w sezonie 2012/2013, piłkarz września 2013 w La Lidze oraz kwietnia 2014 i sierpnia 2016 w Premier League, wybrany do najlepszej drużyny Primera Division 2013/2014 oraz Champions League w tym samym sezonie, a także Premier League w kampanii 2014/2015 - to lista wyróżnień dla Diega Costy. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem otrzymał też w 2014 roku Trofeo EFE, nagrodę przyznawaną najlepszemu latynoamerykańskiemu piłkarzowi La Ligi.

Jorge Mendes jest agentem Diego Costy od czasu jego transferu do Sportingu Braga w 2006 roku. Niedawno portugalski menedżer, reprezentujący też m.in. Cristiano Ronaldo, Angela di Marię czy Renato Sanchesa, został uchwycony na zdjęciu z prezydentem Tianjin Quanjian. Być może właśnie to ten chiński klub zaoferował Coście tygodniówkę w wysokości aż 625 tysięcy funtów. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem miał bowiem tej zimy otrzymać dwie lukratywne propozycje od klubów z Państwa Środka. Po upublicznionej kłótni piłkarza z trenerem Antoniem Conte wydawało się, że może on opuścić Chelsea już w styczniu. Tak się ostatecznie nie stało, ale Chińczycy latem z pewnością znów spróbują go ściągnąć do siebie.

Książka. W 2015 roku ukazała się biografia "Diego Costa: The Art of War", którą napisał hiszpański dziennikarz Fran Guillen. Książka ta ukazuje niezwykłą drogę zwykłego chłopaka z biednej brazylijskiej miejscowości na salony światowego futbolu. Opisuje, jak zarabiał na chleb w Brazylii, pokazuje dobre i złe strony jego charakteru, jest też pełna ciekawych historii z jego udziałem. Jedna z nich opowiada o próbie uprowadzenia przez niego lekarza klubu Albacete Balompie, inna z kolei o psychicznym dołku, w jaki piłkarz wpadł po śmierci jego ukochanego Yorkshire terriera, którego przez nieuwagę... sam przejechał samochodem.

Lojalność. Diego Costa na boisku bywa brutalny, wręcz chamski. Poza nim również do aniołków nie należy, ale z pewnością jest lojalny, ma też duże poczucie sprawiedliwości społecznej. Gdy był zawodnikiem Albacete, w klubie się nie przelewało. Jego szefowie w końcu zdecydowali, że będą płacić piłkarzom, ale sztabowi już nie. Kiedy Costa się o tym dowiedział, odmówił udziału w treningach do czasu, aż pensje zaczną dostawać wszyscy. Nie chciał też podać ręki prezydentowi klubu Eduardo Rodríguezowi Vellando, gdy ten pewnego razu zjawił się w szatni zespołu. Szef witał się z każdym z piłkarzy po kolei. Gdy stanął przed Diegiem, ten ani drgnął, stwierdzając, że nie uściśnie jego dłoni, dopóki osoba odpowiedzialna za sprzęt w Albacete nie zacznie otrzymywać wypłaty na czas.

Mendilibar Jose Luis to trener, którego Costa bardzo ceni. Nazywa go nawet najlepszym szkoleniowcem, z jakim pracował. Obaj pracowali razem w sezonie 2009/2010 w Realu Valladolid. Brazylijczyka i Hiszpana łączyła synowsko-ojcowska relacja, którą można określić mianem "trudnej miłości". 55-letni dziś szkoleniowiec doceniał talent Costy, ale nie przymykał oczu na jego występki. Za jedno z przewinień ukarał go w dość nietypowy sposób, wysyłając do pracy... w winnicy. Również Diego Simeone zalicza się do fanów Costy. Obaj są bowiem podobni do siebie pod względem charakteru - zadziorni, waleczni, ambitni i nieustępliwi. Nie ma więc przypadku w tym, że to właśnie pod skrzydłami Argentyńczyka Diego stał się napastnikiem klasy światowej.

Numery na koszulce. Costa w Chelsea gra z dziewiętnastką na plecach. Z tym numerem występował też w dwóch ostatnich latach spędzonych w Atlético, a także na wypożyczeniu w Rayo Vallecano i w Albacete w sezonie 2008/2009. W swojej karierze nosił również trykoty z 22 (Atlético, Real Valladolid), 17 (Celta Vigo) i 88 (Penafiel).

Obsesja. Costa ma obsesję na punkcie grania w piłkę - brzmi banalnie, ale w jego przypadku takie wcale nie jest. Gdy był wypożyczony z Atlético do Celty, same treningi mu nie wystarczały. Po zajęciach w klubie do godziny 22 grał z kumplami na położonych w okolicy boiskach należących do miejscowej uczelni. Gdy jeden z kolegów z drużyny upomniał go, iż nie powinien tak robić, gdyż może doznać kontuzji, która wyłączy go z gry o ligowe punkty, on tylko wzruszył ramionami i dalej robił swoje. Costa miał wtedy 20 lat. W 2015 roku, chcąc zaimponować Jose Mourinho i odzyskać miejsce w składzie, przez trzy tygodnie brał udział w dwóch treningach dziennie. Na nic to się jednak zdało, gdyż... portugalskiego trenera zwolniono z Chelsea.

Profesjonalizm. Diegowi czasami zdarza się zapominać, że jest zawodowym piłkarzem. W 2009 roku zjawił się w klubie (wówczas grał w Realu Valladolid) po wakacjach cztery dni później niż powinien. Do tego ze sporą nadwagą. Winą za nadprogramowe kilogramy obarczył swoją matkę, która, jak stwierdził, po prostu za dobrze gotuje. Z kolei w styczniu tego roku symulował kontuzję pleców, by nie jechać do Leicester na mecz z Lisami i wymusić na władzach klubu zgodę na transfer do Chin. Personel medyczny Chelsea nie widział jednak przeciwwskazań, by włączyć Diega do kadry na to spotkanie. Antonio Conte stanął po stronie specjalistów, co rozsierdziło piłkarza. Doszło do sporej awantury, obaj panowie powiedzieli sobie kilka przykrych słów, a za karę Costa został odsunięty od pierwszej drużyny. Czy takimi zagrywkami osiągnie swój cel, czas pokaże. Kilka lat temu podobnie postąpił wobec szefów Atlético i dostał to, czego chciał.

Reprezentacja. 5 marca 2013 roku Costa dostaje od Luiza Felipe Scolariego powołanie do reprezentacji Brazylii na towarzyskie mecze z Włochami w Genewie i z Rosją w Londynie. W kadrze Canarinhos debiutuje 21 marca, zmieniając Freda w 69. minucie starcia ze Squadra Azzurra. 4 dni później przeciwko Sbornej pojawia się na murawie na ostatnie 12 minut, tym razem zastępując Kakę. To pierwsze i zarazem ostatnie spotkania Costy w reprezentacji Brazylii.

W lipcu 2013 roku Diego dostaje hiszpańskie obywatelstwo. Już we wrześniu federacja piłkarska tego kraju wystosowuje oficjalną prośbę do FIFA o zgodę na powołanie Brazylijczyka do kadry. Otrzymuje ją i 29 października tego roku piłkarz wysyła pismo do władz brazylijskiego związku, w którym informuje o zamiarze reprezentowania Hiszpanii. Selekcjoner Luiz Felipe Scolari i szef brazylijskiej federacji Carlos Eugênio Lopes są mocno wkurzeni. Ten drugi wprost mówi, że powodem decyzji piłkarza są wyłącznie kwestie finansowe i nie szanuje on barw narodowych. Costa się tym jednak nie przejmuje, zrzeka się brazylijskiego obywatelstwa, wskutek czego staje się w swojej ojczyźnie persona non grata.

W hiszpańskiej kadrze też nie jest mile widziany. Mimo to 5 marca 2014 zalicza debiut w barwach La Roja. Reprezentacja jego nowego kraju wygrywa z Włochami 1:0, a on gra cały mecz. Później jedzie z nią na Mistrzostwa Świata do Brazylii, ale szybko wraca, gdyż Hiszpanie odpadają z turnieju już po fazie grupowej. 14 meczów i 4 gole - to obecny reprezentacyjny bilans Costy. Z perspektywy czasu as Chelsea powinien żałować swojej decyzji o zmianie obywatelstwa. Dziś byłby gwiazdą Canarinhos, a w La Roja jest tylko jednym z wielu, do tego traktowanym jako obcy.

Sporting Braga. Costa podpisał kontrakt z tym portugalskim klubem w lutym 2006 roku, mając 18 lat. Jego ojciec nie był zachwycony wyjazdem syna do Europy i wolał, by z Barcelony EC przeszedł on do AD Sao Caetano, ale Diego wiedział, że nie może zmarnować takiej szansy i postanowił ruszyć na podbój europejskich boisk. Chłód północnej Portugalii i tęsknota za domem nie ułatwiały mu aklimatyzacji w nowym klubie. Do tego Sporting nie miał młodzieżowej drużyny, w efekcie Costa już latem 2006 roku został wypożyczony do drugoligowego FC Penafiel, trenowanego wówczas przez eksreprezentanta Portugalii Rui Bento. W 13 meczach dla tego zespołu zdobył 5 goli i... w grudniu złożył podpis pod umową z Atlético Madryt. Los Colchoneros zapłacili za niego 1,5 mln euro i zgodzili się, by następne pół roku ich nowy piłkarz spędził na wypożyczeniu w Bradze, w której ostatecznie nie zagrał ani jednego oficjalnego meczu.

Tułaczka Costy po Hiszpanii zaczęła się latem 2007 roku, kiedy to został wypożyczony z Atlético Madryt do Celty Vigo. W sezonie 2007/2008 Brazylijczyk wystąpił w 30 meczach i strzelił 6 goli. W kolejnej kampanii był już graczem Albacete, gdyż w Vigo uznali, że ma... destrukcyjny wpływ na drużynę. Będąc graczem kastylijskiego zespołu się nie zmienił. Wciąż rozrabiał na boisku, jak i poza nim. Kłócił się z kolegami z drużyny, a za sprzeczkę z bramkarzem Jonathanem został nawet odsunięty od pierwszego zespołu. Mimo to był ważnym ogniwem ekipy Juana Ignacio Martineza - w 35 meczach zdobył 9 goli.

Latem 2009 Costa wrócił do Atlético, ale te go nie chciało. On zaś był tak sfrustrowany tym, iż nie dostał w Madrycie prawdziwej szansy, by zaprezentować swoje umiejętności, że zamierzał wrócić do Brazylii i zostać graczem Esporte Clube Vitoria. Ostatecznie 8 lipca wylądował w Realu Valladolid jako część zapłaty za bramkarza Sergia Asenjo. Zainteresowanie nim wyrażała też... FC Barcelona, która szukała wzmocnień do swojej drugiej drużyny, ale szefowie Atlético nie zgodzili się na ten transfer. Wówczas Costa zawarł ponoć układ z Garcią Pitarchem, że po zakończeniu sezonu 2009/2010 klub z Madrytu skorzysta z opcji jego odkupienia za milion euro. Tak faktycznie się stało, więc jakaś ustna umowa chyba faktycznie musiała między nimi obowiązywać.

Na zesłaniu w Valladolid Diego prezentował się dobrze, choć wciąż daleko mu było do ideału profesjonalisty. W barwach Pucelanos zagrał 36 razy, zdobył 9 bramek, a przy 6 asystował, ale nie pomógł drużynie uniknąć degradacji do Segunda Division. Niewiele go to jednak obchodziło, wiedział bowiem, że wraca do Madrytu. W Atlético nijak nie mógł jednak zaskoczyć, potem doznał poważnej kontuzji, a w efekcie w styczniu 2012 roku znów został wypożyczony, tym razem do Rayo Vallecano. W tym madryckim klubie grał świetnie. Zdobył 10 goli w 16 meczach i znów, niczym syn marnotrawny, zjawił się w siedzibie Los Colchoneros.

Urazy. 189 dni trwała najdłuższa przerwa Costy spowodowana kontuzją. Od 28 lipca 2011 roku do 2 lutego 2012 roku leczył on zerwane więzadła krzyżowe w kolanie. Z kolei w sezonie 2014/2015 Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem pauzował przez 42 dni przez problemy z udem. W ostatnich siedmiu sezonach Diego tylko w jednym - 2011/2012 - nie doznał żadnego urazu.

Wróg. Costę lubią tylko kibice drużyny, w której aktualnie gra, i to też nie wszyscy. Najwięcej powodów do antypatii względem Diega mają fani Osasuny i Sevilli - tym drużynom strzelił on bowiem po 9 goli. Na drugim miejscu wśród jego "ofiar" jest Swansea, której bramkarza Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem pokonywał siedmiokrotnie. Sześć razy o zdolnościach strzeleckich Costy przekonywały się natomiast Real Saragossa, Getafe i Real Betis Balompie.

 

Zawadiaka. Diego podczas gry wciąż prowokuje rywali, zaczepia, obraża, atakuje ich też fizycznie (jest trzecim najczęściej faulującym graczem Chelsea w tym sezonie po defensywnych pomocnikach Kantem i Maticiu), w efekcie jak na napastnika dostaje bardzo dużo żółtych kartek - średnio 8-10 w sezonie, wielokrotnie był też zawieszany przez hiszpańską i angielską federację na kilka meczów za faule, które uszły uwadze sędziego, jak np. za uderzenie Laurenta Koscielnego czy Garetha Barry'ego. Czasami na boisku zachowuje się tak, jakby chciał kogoś zabić. Nie przenosi jednak meczowych sporów poza murawę. Po spotkaniu jest w stanie pójść na obiad lub imprezę z piłkarzem, którego kilka godzin wcześniej chciał wdeptać w ziemię.

wtorek, 7 lutego 2017

Sponsorzy techniczni klubów i reprezentacji. Nike i Adidas dominują, coraz więcej Jomy

Walka Adidas vs. Nike trwa od lat. Globalnie większą wartość ma amerykańska firma (17 mld dolarów wobec 7,5 mld), ale w piłkarskiej branży nie jest to aż tak widoczne. Oba koncerny sponsorują bowiem po 20 klubów z pięciu czołowych lig Europy i po 7 reprezentacji z czołówki rankingu FIFA. Jedynie w najbardziej medialnej lidze świata, Premierhip, przewaga niemieckiej firmy jest zdecydowana i wynosi pięć do jednego. To jednak chwilowa nierównowaga i w kolejnym sezonie dzięki dwóm ważnym umowom Nike będzie bardziej widoczny na brytyjskim rynku. Z kim koncern z Oregonu zawarł te kontrakty? Kto ubiera pozostałe drużyny z angielskiej elity i innych czołowych lig? Jak wygląda sytuacja odzieżowa w polskiej ekstraklasie? Kto wiedzie prym na gruncie reprezentacyjnym?

PREMIER LEAGUE

źródło: footyheadlines.com
Firma Nike produkowała stroje dla Manchesteru United przez trzynaście lat. W 2014 roku szefowie Czerwonych Diabłów zdecydowali się jednak zakończyć współpracę z amerykańskim koncernem i związać się z jego głównym rywalem. Dziesięcioletni kontrakt z Adidasem jest najdroższą umową sponsorską w dziejach sportu i gwarantuje klubowi z Old Trafford bagatela 120 mln euro rocznie! Dla porównania Chelsea dostaje obecnie od tej samej firmy jedynie 30 mln euro, a Manchester City od Nike'a zaledwie 23. Amerykański koncern dziś ubiera tylko Obywateli, ale wkrótce się to zmieni.

Od następnego sezonu ze sprzętu koncernu z Oregonu będą korzystać piłkarze Chelsea i Tottenhamu. Oferta Nike'a dla The Blues była tak atrakcyjna, że szefowie tego klubu zdecydowali się zapłacić ok. 37 mln euro kary za zerwanie umowy z Adidasem. Jednak nie ma się im co dziwić. Nowy, aż piętnastoletni kontrakt gwarantuje bowiem klubowi ze Stamford Bridge wpływy na poziomie 65 mln euro rocznie!

Dużo skromniejszy jest kontrakt Nike'a z Kogutami, opiewający na ok. 30 mln euro za sezon. Mimo to szefowie Tottenhamu i tak są zadowoleni, gdyż dotychczasowa umowa z inną amerykańską firmą, Under Armour, zapewniała im roczne wpływy w wysokości zaledwie 11 mln euro.

Ciekawostką odzieżowego rynku Premier League jest obecność na nim dwóch firm w futbolowym świecie szerzej nieznanych: JD Sports i Dryworld, które dostarczają sprzęt odpowiednio AFC Bournemouth i Watford FC. Pierwsza powstała w 1981 roku w Bury, a od 1996 roku jest notowana na londyńskiej giełdzie. Druga natomiast została założona w kanadyjskim mieście Victoria zaledwie siedem lat temu, a na Wyspach poza Szerszeniami sponsoruje też Queens Park Rangers, w którym gra Paweł Wszołek.

Dość silną pozycją wśród ekip Premier League mogą się też pochwalić Puma i Umbro. Każda z nich dostarcza sprzęt trzem klubom. Umowa niemieckiej firmy z Kanonierami opiewa na 42 mln euro rocznie. Krok po kroku swoją markę na Wyspach budują też amerykańscy konkurenci Nike'a. New Balance, wcześniej znany jako Warrior, od sezonu 2012/2013 wyposaża w sprzęt piłkarzy Liverpoolu, a roczna wartość tej umowy to 35 mln euro. Natomiast Under Armour jest sponsorem technicznym Southamptonu, a także Tottenhamu, ale tylko do końca tego sezonu.

ADIDAS: Chelsea FC, Manchester United, Middlesbrough, Sunderland AFC, West Bromwich Albion
PUMA: Arsenal FC, Burnley FC, Leicester City
UMBRO: Everton FC, Hull City, West Ham United
UNDER ARMOUR: Southampton FC, Tottenham Hotspur
MACRON: Crystal Palace, Stoke City
NIKE: Manchester City 
JD SPORTS: AFC Bournemouth
NEW BALANCE: Liverpool FC
JOMA: Swansea City
DRYWORLD: Watford FC

LA LIGA

źródło: footyheadlines.com
Wartości nowych kontraktów Nike'a z Barceloną i Adidasa z Realem Madryt są horrendalnie wysokie. Pierwszy opiewa na około 150 mln euro rocznie, drugi - na 140 mln. Kwoty są szokujące, ale oba kluby regularnie odnoszą sukcesy na międzynarodowej arenie, mają mnóstwo kibiców na całym świecie i sprzedają miliony koszulek. Duma Katalonii jest pod tym pod względem światowym liderem - w sezonie 2015/2016 kibice kupili aż 3,637 mln jej trykotów. Drugi w tym zestawieniu Bayern sprzedał ich 3,312 mln, trzecia Chelsea - 3,102 mln, czwarty Manchester United - 2,977 mln. Piąty jest wspomniany Real Madryt z 2,866 mln sztuk.

Na tle umów hiszpańskich gigantów pozostałe kontrakty sprzętowe w La Lidze prezentują się mizernie. Atlético Madryt, do 2026 roku związane z firmą Nike, może liczyć rocznie na nie więcej niż 18 mln euro. Z kolei Valencia, niezbyt zadowolona ze współpracy z Adidasem, negocjuje ponoć kontrakt z Under Armour i byłaby zadowolona z 7-8 mln euro rocznie.

Villarreal w ostatnich latach grał w strojach chińskiej firmy Xtep, ale przed tym sezonem szefowie Żółtej Łodzi Podwodnej podpisali czteroletnią umowę z Jomą. Jej wartość nie została podana do publicznej wiadomości. Hiszpańska firma, założona w 1965 roku w Portillo de Toledo, jest trzecią siłą w hiszpańskiej ekstraklasie - dostarcza bowiem sprzęt czterem klubom. Poza Villarrealem także Espanyolowi, Granadzie i Leganés.

ADIDAS: Real Betis, Celta Vigo, CA Osasuna, Real Madryt, Real Sociedad, Valencia CF 
NIKE: Athletic Bilbao, Atlético Madryt, FC Barcelona, Málaga CF, Sporting Gijón
JOMA: RCD Espanyol, Granada CF, CD Leganés, Villarreal CF
HUMMEL: Deportivo Alavés
LOTTO: Deportivo La Coruña
PUMA: SD Eibar
ACERBIS: UD Las Palmas
NEW BALANCE: Sevilla FC

BUNDESLIGA

źródło: sporter.vn
90 mln euro rocznie inkasuje Bayern z tytułu umowy sponsorskiej z Adidasem. Niemiecki klub jest jednym z najbardziej lubianych na świecie i sprzedaje ponad 3,3 mln koszulek rocznie, kwota ta, choć ogromna, nie może więc dziwić. Koncern z Herzogenaurach jest związany z Bawarczykami od lat, posiada też 8,3% akcji klubu i ma całkiem spory wpływ na to, co się w nim dzieje.

W Bundeslidze, która powinna być bastionem Adidasa, rządzi jednak jego największy rywal. Nike dostarcza bowiem sprzęt sześciu drużynom, w tym rewelacyjnemu w obecnym sezonie RB Lipsk.

Od początku kampanii 2016/2017 nowego dostawcę sprzętu ma Bayer Leverkusen, który zakończył trwającą od 1976 roku współpracę z Adidasem. Zawarty na dwa lata kontrakt z firmą Jako według "Bilda" opiewa na 2,2 mln euro rocznie plus premie za sukcesy sportowe.

6-7 mln euro inkasuje natomiast z tytułu umowy z Pumą Borussia Dortmund. Ośmioletni kontrakt kończy się w 2020 roku i kolejny - bez względu na to, z jaką firmą zostanie zawarty - będzie z pewnością dla klubu z Signal Iduna Park dużo bardziej korzystny.

NIKE: FC Augsburg, Eintracht Frankfurt, Hertha BSC, RB Lipsk, Werder Brema, VfL Wolfsburg
ADIDAS: Bayern Monachium, Hamburger SV, FC Ingolstadt, Schalke 04 Gelsenkirchen
JAKO: SV Darmstadt, Bayer Leverkusen
LOTTO: TSG 1899 Hoffenheim, 1. FC Mainz 05
PUMA: Borussia Dortmund
HUMMEL: SC Freiburg
ERIMA: 1. FC Köln
KAPPA: Borussia Mönchengladbach

SERIE A

źródło: footyheadlines.com
Mistrz Włoch, Juventus, od początku sezonu 2015/2016 jest związany z Adidasem. Sześcioletnia umowa gwarantuje Starej Damie roczne wpływy w wysokości około 24 mln euro. To obecnie dziesiąty najwyższy piłkarski kontrakt sponsorski na świecie, ale jego wartość w porównaniu z tym, co dostają od tej samej firmy np. Real, Manchester United czy Bayern, jest skromna. Juve ma bowiem o wiele mniejszą liczbę fanów na świecie i sprzedaje "zaledwie" około pół miliona koszulek rocznie. Marketingowo jest więc dużo mniej atrakcyjnym partnerem niż wymieniona wyżej trójka, mimo że jeśli chodzi o sportowe sukcesy np. takie Czerwone Diabły bije w ostatnich latach na głowę.

Do 2023 roku obowiązuje umowa Adidasa z AC Milan, warta około 20 mln euro na sezon (tyle samo dostaje ponoć Inter od Nike'a). Kwota całkiem spora, zważając na to, jak marnie wiedzie się w ostatnich latach Rossonerim. Wypracowana przed laty marka klubu wciąż ma jednak duży wpływ na wartość wszelkich kontraktów sponsorskich. W efekcie klub z Mediolanu, choć od kilku sezonów pogrążony w kryzysie, od Adidasa dostaje rocznie tylko o 4 mln mniej niż mistrzowski Juventus.

Wciąż dość silną pozycję w Serie A mają Kappa i Macron, które wspierają po trzy kluby. Ta pierwsza firma, powstała w 1967 roku w Turynie, od ubiegłego sezonu współpracuje z SSC Napoli, a roczną wartość tej umowy szacuje się na 8-9 mln euro. Tylko Juventus, Milan i Inter zgarniają we Włoszech więcej z tytułu umów ze sponsorami technicznymi.

Le Coq Sportif to firma z tradycjami. Założona w 1882 roku przez Emile'a Camuseta w Entzheim, miasteczku położonym na granicy francusko-niemieckiej, w XXI wieku w zawodowym futbolu na najwyższym poziomie była praktycznie nieobecna. W 2015 roku wygrała przetarg na dostarczanie sprzętu Fiorentinie, pokonując m.in. Kappę i Umbro. Szczegóły umowy nie są znane. Wiadomo jedynie, że została podpisana na trzy lata.

NIKE: Atalanta BC, Inter Mediolan, AS Roma
ADIDAS: Juventus FC, AC Milan
MACRON: Bologna FC, Cagliari Calcio, SS Lazio
JOMA: Empoli FC, US Palermo, UC Sampdoria
KAPPA: SSC Napoli, US Sassuolo Calcio, Torino FC
GIVOVA: Chievo Werona
ZEUS: FC Crotone
LE COQ SPORTIF: ACF Fiorentina
LOTTO: Genoa CFC
ERREA: Pescara Calcio
HS SPORT: Udinese Calcio

LIGUE 1

źródło: soccer365.com
Najwięcej klubów francuskiej ekstraklasy korzysta ze sprzętu firmy z Oregonu. Wśród nich jest Paris Saint-Germain, któremu umowa wygasająca w 2022 roku gwarantuje około 24 mln euro na sezon. Włodarze klubu z Parc des Princes na wieść o lukratywnej umowie Nike'a z Chelsea poczuli się niedowartościowani i wystąpili z wnioskiem o renegocjację umowy. Ponoć domagają się przynajmniej 35-40 mln euro rocznie.

Adidas w ojczyźnie Kartezjusza od lat współpracuje z oboma Olympique'ami. Z punktu widzenia niemieckiego koncernu ważniejszy jest ten z Marsylii, co pokazuje roczna wartość kontraktu wynosząca 10 mln euro rocznie (OL na podstawie umowy z 2009 roku może liczyć zaledwie na połowę tej kwoty). Adidas jest chętny przedłużyć wygasającą z końcem sezonu 2017/2018 umowę z OM, a nawet zapłacić więcej - około 14 mln za sezon, ale jego plany mogą pokrzyżować Puma i Under Armour. Obie firmy są bowiem poważnie zainteresowane sponsorowaniem Olympijczyków.

Angielskie produkty nie znajdują we Francji dużego uznania. Stroje firmy Umbro wydają się być wyjątkiem od tej reguły. Co prawda "ze stajni" koncernu z Manchesteru odeszło niedawno OSC Lille, które podpisało umowę z amerykańskim New Balance, ale wciąż są w niej SM Caen i FC Nantes, którego prezydentem jest Waldemar Kita.

AS Saint-Étienne przed rozpoczęciem sezonu 2015/2016 zakończył wieloletnią współpracę z Adidasem i związał się z legendarną już firmą Le Coq Sportif. To ponowny związek tych dwóch niezwykle cenionych we Francji marek. To w strojach tego producenta Les Verts w 1976 roku zdobywali mistrzostwo kraju i grali w finale Pucharu Mistrzów, w którym przegrali z Bayernem Monachium 0:1

NIKE: FC Metz, AS Monaco, Montpellier HSC, AS Nancy, Paris Saint-Germain
ADIDAS: FC Lorient, Olympique Lyon, Olympique Marsylia
KAPPA: SCO Angers, SC Bastia,
PUMA: Girondins Bordeaux, Stade Rennais
UMBRO: SM Caen, FC Nantes
LOTTO: Dijon FCO
PATRICK: EA Guingamp
NEW BALANCE: OSC Lille
MACRON: OGC Nice
LE COQ SPORTIF: AS Saint-Étienne
JOMA: Toulouse FC

LOTTO EKSTRAKLASA

źródło: footballfashion.org
Umowa Legii z Adidasem kończy się z końcem tego sezonu. Wartość tej podpisanej w 2013 roku wynosi 10 mln złotych plus premie za sukcesy sportowe, co jak na polskie realia jest kwotą pokaźną. Żaden z pozostałych klubów naszej Ekstraklasy nie może liczyć nawet na połowę pieniędzy, jakie od swojego sponsora technicznego dostaje stołeczny klub. Koszulki Legii wyróżniają się na tle innych produkowanych przez niemiecką firmę i... trzeba potraktować to jako spore wyróżnienie. Adidas przygotowuje bowiem trykoty specjalnie dla danego klubu, tylko jeśli ten sprzedaje rocznie ponad... 100 tysięcy trykotów. Stołeczny klub jest pod tym względem najlepszy w Polsce, ale kibice kupują rocznie nie więcej niż 10 tysięcy koszulek. Obecny wzór strojów Legii jest więc swego rodzaju kompromisem i efektem długich negocjacji jej władz z przedstawicielami Adidasa.

Od lipca 2016 roku sponsorem technicznym Lechii Gdańsk jest New Balance. Umowa obowiązuje do końca czerwca 2020 roku i jest pierwszą w historii zawartą przez amerykańską firmę z polskim klubem. Wcześniej drużyna z Trójmiasta występowała w strojach produkowanych przez Sallera.

W 2014 roku Lech zamienił Pumę na Nike'a. Kontrakt z firmą z Oregonu jest ponoć jednym z najlepszych, jakie zawarto w naszym kraju. Szczegółów jednak brak, więc nie wiadomo, ile tak naprawdę jest warty.

Duża liczba polskich klubów nie przywiązuje wielkiej wagi do wyglądu meczowych trykotów. Najlepszy przykład do Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Drużyna korzysta co prawda ze strojów Nike'a, ale z modelu sprzed dobrych kilku sezonów. Co ciekawe, żaden z klubów Ekstraklasy nie używa sprzętu rodzimej produkcji. Są niemieckie, amerykańskie, szwajcarskie, duńskie, włoskie czy hiszpańskie, ale polskiego brak. To dziwne, bo trudno uwierzyć, że żaden z rodzimych producentów nie byłby w stanie zaprojektować, wyprodukować i dostarczyć dobrej klasy piłkarskich strojów.

ADIDAS: Arka Gdynia, Legia Warszawa, Ruch Chorzów, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Wisła Płock
NIKE: KGHM Zagłębie Lubin, Lech Poznań, Bruk-Bet Termalica Nieciecza
ZINA: Pogoń Szczecin
JOMA: Piast Gliwice
JAKO: Górnik Łęczna
HUMMEL: Korona Kielce
LEGEA: Cracovia
NEW BALANCE: Lechia Gdańsk
ERREA: Jagiellonia Białystok

REPREZENTACJE (pierwsza dwudziestka rankingu FIFA)

Adidas jest sponsorem technicznym FIFA od ponad 40 lat i pozostanie nim do 2030 roku. Może się też pochwalić współpracą z drużyną mistrza świata - Niemcami. Najlepszą reprezentację Europy - Portugalię - i zwycięzcę Copa America Centenario - Chile - ubiera już jednak Nike. Dwaj główni rywale na światowym rynku dwoją się i troją, by zagarnąć dla siebie jak największą część piłkarskiego tortu. W efekcie... obecnie wspierają po siedem kadr narodowych z pierwszej dwudziestki rankingu FIFA.

źródło: nike.com
Polska od 2008 roku jest związana kontraktem z firmą Nike, który po przedłużeniu w 2013 roku obowiązuje do roku 2020 i gwarantuje Biało-Czerwonym 5-7 mln euro rocznie. Dla porównania Francuzi dostają od amerykańskiego koncernu na mocy nowej umowy zawartej przynajmniej do zakończenia Mistrzostw Świata w 2026 roku, aż 45 mln euro rocznie. Anglicy 39, a Brazylijczycy 30,7 mln euro. Najdroższą umowę sponsorską mogą pochwalić się Niemcy, którzy od Adidasa dostają co roku 50 mln euro.

Wśród firm sponsorujących reprezentacje z czołówki rankingu FIFA jest też New Balance. Amerykańska firma wygrała jednak przetarg na obsługę techniczną kostarykańskiej federacji w kontrowersyjnych warunkach, a być może i niezgodnie z prawem. Były szef tamtejszej federacji, Eduardo Li, przyznał się bowiem do wzięcia łapówki w wysokości pół miliona dolarów w zamian za wpłynięcie na komisję decydującą o wyborze sponsora w taki sposób, by ta wybrała ofertę New Balance. Ciekawostką jest fakt, że pieniężną zachętę mieli wręczyć Li... panamscy pośrednicy.

ADIDAS: Argentyna, Niemcy, Belgia, Kolumbia, Hiszpania, Walia, Meksyk
NIKE: Brazylia, Chile, Francja, Portugalia, Anglia, Chorwacja, Polska
PUMA: Urugwaj, Szwajcaria, Włochy
NEW BALANCE: Kostaryka
UMBRO: Peru
MARATHON: Ekwador

W czterech z pięciu najlepszych lig Starego Kontynentu prym wiodą Adidas i Nike, sponsorując w sumie 41% grających w nich klubów. Jedynie w Anglii amerykański koncern jest wyjątkowo mało widoczny, ale od następnego sezonu, dzięki umowom z Chelsea i Tottenhamem, sytuacja ta ulegnie zmianie. Również na gruncie reprezentacji obie firmy zajmują najwięcej miejsc przy stole. Ich rywalizacja przypomina trochę tę między Coca-Colą i Pepsi. Obie firmy są znane, cenione i trudno obiektywnie wskazać, która z nich produkuje lepszy sprzęt. Trzecią siłą w europejskiej wielkiej piątce jest niespodziewanie hiszpańska Joma, współpracująca z dziewięcioma klubami, nieobecna jedynie w Bundeslidze. Kolejne lokaty zajmują Puma z siedmioma kontraktami i Kappa z sześcioma. Niemiecki koncern sponsoruje też trzy reprezentacje z pierwszej dwudziestki rankingu FIFA. Żadna z tych firm nie ma jednak szans zbliżyć się do zysków osiąganych przez wielką dwójkę, która jest niczym Real i Barcelona w lidze hiszpańskiej. Rządzi i dzieli, tylko czasem pozwalając dołączyć komuś trzeciemu do prowadzonej przez siebie gry.

środa, 1 lutego 2017

TOP 25, czyli najlepsi trenerzy 2016 roku

Chris Coleman, trener rewelacyjnej
podczas Euro 2016 reprezentacji Walii.
 źródło: wikipedia.org, autor: Steindy
Dobry trener umie jednoczyć piłkarzy we wspólnym celu i zażegnywać konflikty już w zarodku. Potrafi motywować i wydobywać z zawodników maksimum ich możliwości oraz budować dobrą atmosferę w zespole. Jest stanowczy, ale sprawiedliwy. Jeśli osiąga z drużyną korzystne rezultaty, jego metody są chwalone i polecane innym fachowcom. Gdy zespołowi nie idzie, często słyszy, że do niczego się nie nadaje. W przypadku sukcesu jest tylko jednym z jego architektów. Odpowiedzialność za porażkę bierze jednak tylko na siebie. Bycie trenerem to ciężki kawałek chleba. Każdy z wymienionych poniżej szkoleniowców dobrze o tym wie.

TRENERZY REPREZENTACJI

10. Rogério Micale w 2015 roku został mianowany trenerem reprezentacji Brazylii do lat 20. To jemu przypadł więc zaszczyt prowadzenia Canarinhos podczas turnieju olimpijskiego. Miał zdobyć złoty medal i cel zrealizował, choć Brazylia, podobnie jak Portugalia podczas Euro 2016, grała bardzo przeciętnie.

9. Bernd Storck pomógł przypomnieć węgierskim kibicom, że mecze reprezentacji mogą budzić pozytywne emocje. Madziarzy podczas Euro 2016 wstydu swoim fanom nie przynieśli, choć porażka 0:4 z Belgią w 1/8 finału psuje trochę dobre wrażenie, jakie zrobili w fazie grupowej. Węgrzy nie mają obecnie zbyt wielu piłkarzy o europejskiej klasie. Tym większe uznanie należy się niemieckiemu szkoleniowcowi, który z podzespołów o przeciętnej jakości, stworzył całkiem solidną maszynę.

8. Ante Cacić miał w 2016 roku tylko jeden zawodowy powód do smutku - porażkę z Portugalią w 1/8 finału mistrzostw Europy. W fazie grupowej prowadzona przez niego reprezentacja Chorwacji grała bowiem dobrze i eksperci przewidywali, że może dojść w turnieju rozgrywanym na francuskich boiskach bardzo daleko. Tak się jednak nie stało. Eliminacje MŚ Luka Modrić i spółka rozpoczęli natomiast od remisu z Turcją, ale potem wygrali z Kosowem, Finlandią i Islandią. W minionych 12 miesiącach przegrali tylko raz - ze wspomnianą Portugalią. Cacić potrafił okiełznać gorące bałkańskie temperamenty i stworzyć z nich drużynę, która ma jasny cel - wygrywać w każdym meczu.

7. Adama Nawałki w tym rankingu zabraknąć nie mogło. Biało-Czerwoni w minionym roku przegrali w regulaminowym czasie tylko jeden z czternastu meczów - towarzyski z Holandią 1:2. Na Euro 2016 nie dali się Niemcom, a gdyby byli trochę odważniejsi, pokonaliby Portugalczyków w ćwierćfinale. Eliminacje do MŚ 2018 zaczęli od falstartu, remisując 2:2 z Kazachstanem na własne życzenie. Potem grali przeciętnie, ale wygrywali, a najważniejszy mecz z Rumunią w Bukareszcie rozegrali wręcz po mistrzowsku. Zwyciężyli pewnie 3:0, pokazując mądrość i dojrzałość w grze godną najlepszych reprezentacji na świecie. Rok zakończyli na 15. miejscu w rankingu FIFA - najwyższym w historii.

Nawałka jest profesjonalistą w każdym calu. Zawsze perfekcyjnie rozpracowuje każdego rywala, niczego nie pozostawiając przypadkowi. Słowa problem nie używa, a gdy ten się pojawi - afera alkoholowa na przykład - to rozwiązuje go dyplomatycznie i bez zbędnych emocji. O tym, jak ważną osobą jest dla kadrowiczów, niech świadczy fakt, że każdy z nich konsultuje z nim swoje transfery. Z takim trenerem i piłkarzami Polska może w najbliższych latach nawiązać do sukcesów Zbigniewa Bońka i jego kumpli sprzed lat.

6. Juan Antonio Pizzi w lutym zastąpił na stanowisku selekcjonera reprezentacji Chile Jorge Sampaolego. Przejęcie drużyny po tak charyzmatycznym fachowcu nie było zadaniem łatwym, ale ekstrener Valencii dał radę. La Roja pod jego wodzą wygrała Copa America Centenario, podczas tego turnieju pokonując m.in. Meksyk aż 7:0 i Kolumbię 2:0. W eliminacjach do mundialu w Rosji Alexisowi Sanchezowi i spółce wiodło się gorzej, przegrali m.in. z Ekwadorem 0:3 i Paragwajem 1:2 i po dwunastu kolejkach zajmują czwarte miejsce z dorobkiem 20 punktów. Pizzi nie zepsuł tego, co stworzył Sampaoli, a to wbrew pozorom duża sztuka.

5. Joachim Löw pozostaje selekcjonerem reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów, choć żegnał się z nią już wiele razy. Szefowie piłkarskiej federacji Niemiec nie mają jednak powodów, by zmieniać trenera. Półfinał Euro 2016 i bezbłędny początek eliminacji do mundialu w Rosji to dowody na to, że Löw panuje nad sytuacją. W minionym roku Niemcy nie prezentowali się może tak efektownie jak dwa lata wcześniej, trzy mecze przegrali - z Anglią i Słowacją w sparingach oraz z Francją w batalii o finał mistrzostw Europy, ale nie widać w ich grze symptomów kryzysu. To w takiej samej mierze zasługa piłkarzy, jak i Löwa.

4. Didier Deschamps w 2016 roku miał mnóstwo kłopotów w pracy. Musiał radzić sobie m.in. z oskarżeniami o rasizm, skandalami z udziałem jego piłkarzy, a w końcu z ogromną presją - Francja, jako gospodarz Euro, musiała bowiem dobrze w nim wypaść. Były trener Monaco błędów się nie ustrzegł, podjął kilka niezrozumiałych decyzji personalnych, jak np. ta o braku powołania do kadry na mistrzostwa Europy dla Kevina Gemeiro, ale udało mu się nie przewrócić na drodze pełnej przeszkód. Co prawda Trójkolorowi nie zostali najlepszą drużyną Starego Kontynentu, lecz podczas Euro prezentowali niezły futbol i na pewno wstydu Francuzom nie przynieśli. Początek eliminacji do MŚ 2018 również mieli udany. Deschamps wykazał się odpornością na stres, umiejętnościami zarządzania w sytuacji kryzysowej i zażegnywania konfliktów, a także dobrym warsztatem trenerskim. Za nim całkiem udane 12 miesięcy.

3. Fernando Santos to zadaniowiec, dla którego cel uświęca środki. Do tego fan futbolu wyrachowanego i defensywnego. Takie podejście przyniosło prowadzonej przez niego reprezentacji Portugalii sukces podczas Euro 2016. Sukces niespodziewany, zrodzony w bólach, bardzo szczęśliwy, może nawet niezasłużony, ale jednak sukces. Portugalia Santosa grała podobnie jak Grecja Otto Rehhagela i tak samo jako ona okazała się najlepszą drużyną Starego Kontynentu. W 2016 roku rozegrała 17 meczów, z których w regulaminowym czasie wygrała zaledwie 8. Co z tego jednak, skoro to właśnie ona jest mistrzem Europy. I właśnie z tym Santos będzie kojarzony przez lata.

2. Lars Lagerbäck wyciągnął islandzki futbol z niebytu, tworząc coś z niczego. Gdy obejmował stery w reprezentacji tego nieco ponad 300-tysięcznego kraju, drużyna z Wyspy Gejzerów była europejskim słabeuszem, zajmującym 104. miejsce w rankingu FIFA. Kiedy żegnał się ze stanowiskiem, Islandia była w tym zestawieniu 21. i miała za sobą zakończony ćwierćfinałem występ na Euro 2016 - coś, co jeszcze kilka lat temu było piłkarskim science fiction. W 2016 roku pokonała m.in. Austrię, Grecję, Turcję i co najważniejsze - Anglię w 1/8 finału mistrzostw Europy. Lagerbäck wykonał w Islandii tytaniczną pracę u podstaw, stworzył schematy szkolenia młodzieży, a także wyedukował swojego następcę Heimira Hallgrimssona. Reprezentacja tego kraju pod jego wodzą nie była tak wyrachowana jak Portugalia, grała po prostu ciekawy, ofensywny futbol, bez kunktatorstwa i kalkulowania. Szwedzki trener w sobie tylko znany sposób sprawił, że piłkarze z futbolowej prowincji nabrali pewności siebie i wiary w to, że mogą nie tylko grać jak równy z równym z tuzami europejskiej piłki, ale i z nimi wygrywać!

1. Chris Coleman pomógł piłkarskiej Walii wyjść z cienia sławnego sąsiada. Dzięki niemu i jego podopiecznym każdy kibic w tym kraju w końcu nie musi spoglądać z zazdrością na reprezentację Anglii - to przecież kadra jego kraju grała w półfinale mistrzostw Europy! Walia podczas Euro 2016 nie przypominała typowego debiutanta.Była odważna, zadziorna, pewna swego. Grała ofensywnie, z polotem i wyobraźnią. Gdyby Aaron Ramsey mógł wystąpić w starciu z Portugalią, kto wie, czy to nie dzielna ekipa z Wysp zdobyłaby złoty medal. Coleman sprawił, że jego piłkarze uwierzyli, iż mogą osiągnąć sukces. Znakomicie też poukładał relacje gwiazd: Garetha Bale'a, Aarona Ramseya i Joego Allena, z resztą drużyny, tworząc zgrany kolektyw. Być może Smoki już nigdy podobnego sukcesu nie osiągną, w eliminacjach do MŚ w Rosji idzie im na razie przeciętnie, ale swoją postawą na boiskach Francji zasłużyli na owację na stojąco. 

TRENERZY KLUBÓW

15. Jürgen Klopp próbuje grać rocka w mieście Beatlesów. W tej muzyce słychać jednak na razie sporo fałszów. The Reds w 2016 roku nie zdobyli żadnego trofeum, choć byli w finałach Ligi Europy i Pucharu Ligi Angielskiej. W tym sezonie Premier League wydawało się, że będą walczyli o mistrzostwo, ale słaby początek 2017 roku może te plany pokrzyżować. Liverpool z Kloppem u steru stara się prezentować futbol agresywny, oparty na wysokim pressingu, szybki i bezpośredni, taki, z jakiego słynęła Borussia Dortmund, ale niestety gorzej mu to wychodzi. Premier League jest bowiem bardziej wyrównana od Bundesligi i samą intensywnością oraz zaangażowaniem laurów się w niej nie zdobędzie. Im szybciej Klopp zda sobie z tego sprawę, tym lepiej dla niego i całego Liverpoolu.

14. Julian Nagelsman ma zaledwie 29 lat i jest najmłodszym trenerem w Bundeslidze. Gdy obejmował TSG 1899 Hoffenheim w lutym 2016 roku, zespół zajmował 17. lokatę w tabeli z siedmiopunktową stratą do bezpiecznej strefy. Dziś Wieśniaki są w czołówce i realnie liczą się w walce o miejsce na podium, a pierwszy mecz w tym sezonie przegrali dopiero w 18. kolejce! Nagelsman dokonał rzeczy niemożliwej. Drużynę zmierzającą bezpośrednio do 2. Bundesligi w kilka tygodni przemienił w pewną swojej wartości armię, której nie straszny nawet Bayern. Takie rzeczy potrafią tylko trenerscy geniusze.

13. Ralph Hasenhüttl poprowadził FC Ingolstadt do 11. miejsca w Bundeslidze, co jak na beniaminka było wynikiem bardzo dobrym. Następnie skuszony dużymi pieniędzmi przeszedł do RB Lipsk - najbardziej znienawidzonego klubu w Niemczech. Z najmłodszym zespołem w całej lidze 49-letni Austriak na razie dokonuje cudów. Tylko jego drużyna dotrzymuje kroku Bayernowi, sprawiając, że Bundesliga w tym sezonie jest wyjątkowo ciekawa. Gdyby Hasenhüttl nie wierzył, że może w Saksonii odnieść sukces, nie przyjmowałby oferty klubu z Red Bull Areny. Gdyby był kiepskim trenerem, nie dałby sobie rady w RBL. Gdyby był słaby psychicznie i mało odporny na stres, już dawno by stamtąd uciekł. Jeśli szkoleniowiec pochodzący z Grazu do końca sezonu nie pozwoli swojej drużynie złapać zadyszki, będzie głównym kandydatem do tytułu trenera roku w kraju naszych zachodnich sąsiadów.

12. Leonardo Jardim zajął w rankingu IFFHS dwunaste miejsce. Z Monaco nie zdobył co prawda żadnego trofeum, ale sprawił, że jego drużyna zrobiła w minionych dwunastu miesiącach gigantyczny postęp, stając się postrachem wszystkich ekip z Ligue 1 łącznie z PSG. Jesienią w Lidze Mistrzów piłkarze z księstwa również imponowali, wygrywając trudną grupę E z Bayerem Leverkusen, Tottenhamem i CSKA Moskwa. Do tej pory Monaco kojarzyło się z futbolem wyrachowanym, asekuranckim, raczej nudnym. Po letnich wzmocnieniach to zupełnie inna ekipa, grająca radosną piłkę. W całym poprzednim sezonie ASM strzeliło w lidze francuskiej 57 goli, w tym już 64. To pokazuje, jak elastycznym trenerem jest Jardim. Brazylijczyk znakomicie dobiera taktykę do zawodników, których ma w zespole. Potrafi wydobyć z nich najlepsze cechy, a wady ukryć. Dzięki niemu Radamel Falcao odzyskał radość z gry w piłkę i strzela gole jak za dawnych czasów, a tacy Fabinho, Djibril Sidibe czy Thomas Lemar wypłynęli na szerokie wody, w bardzo młodym wieku zostali gwiazdami jednej z najlepszych lig Starego Kontynentu.

11. Rui Vitória do momentu objęcia funkcji trenera Benfiki w czerwcu 2015 roku był w futbolowym świecie mało znany. Szefowie klubu z Lizbony wiązali z nim spore nadzieje, ale jednocześnie wiele ryzykowali. 46-letni szkoleniowiec sprostał postawionym przed nim zadaniom - zdobył mistrzostwo Portugalii, Puchar Ligi oraz Superpuchar, a do tego doprowadził Orły do ćwierćfinału Champions League. W 2016 roku drużyna z Estadio da Luz przegrała we wszystkich rozgrywkach tylko sześć meczów, w tym raz z Bayernem Monachium i dwukrotnie z Napoli. Benfica pod wodzą Rui Vitórii okrzepła, dojrzała, stając się zespołem, z którym muszą liczyć się największe tuzy europejskiej piłki. 

10. Mauricio Pochettino spełnił marzenia fanów Kogutów, którzy śnili o tym, by ich drużyna należała do tzw. big four. Jego Tottenham jest jedną z najlepiej broniących drużyn na Wyspach. Nie gra co prawda tak efektownie jak Liverpool czy Manchester City, ale trudno powiedzieć, że prezentuje nudny futbol. Jest zespołem znakomicie zbalansowanym, bez słabych punktów. Pochettino niektórym graczom dał nowe piłkarskie życie - tacy Danny Rose, Toby Aldeweireld czy Eric Lamela zawdzięczają mu bardzo dużo. Tak samo jak Delle Alli, który gdyby nie odwaga trenera, tak szybko nie zostałby gwiazdą angielskich boisk. Małą rysą na wizerunku argentyńskiego szkoleniowca jest jedynie słaba postawa Tottenhamu w Lidze Mistrzów i tylko trzecie miejsce w grupie E. Pochettino to dziś bez wątpienia jeden z najlepszych specjalistów w swojej dziedzinie. Potencjalny selekcjoner Albiceleste.

9. Antonio Conte miał podczas Euro 2016 ponieść razem z reprezentacją Włoch sromotną porażkę - kadra, jaką zabrał do Francji, była bowiem według ekspertów najsłabsza od lat. On jednak zjednoczył Squadra Azzurra, natchnął charakterystyczną dla siebie pozytywną energią i zmotywował do walki. Jeden lepiej wykonany rzut karny w meczu ćwierćfinałowym z Niemcami mógł dać Italii awans do półfinału, w którym mogło zdarzyć się wszystko. W lipcu Conte objął posadę trenera Chelsea i w kilka tygodni stworzył z The Blues drużynę przez duże D, która pewnie zmierza po szósty w historii klubu tytuł mistrza Anglii.

8. Laurenta Blanca w 2016 spotkała kara za dobrą pracę. PSG pod jego wodzą znów było bezkonkurencyjne we Francji, zgarniając wszystkie możliwe do zdobycia trofea, a w Lidze Mistrzów dotarło do ćwierćfinału, gdzie przegrało z Manchesterem City. I to właśnie ta minimalna porażka sprawiła, że dziś jeden z najlepszych i zarazem najbardziej niedocenianych fachowców na świecie jest bezrobotny. Paryżanie z nim u steru nie lekceważyli niżej notowanych rywali, grali z nimi na poważnie i regularnie odprawiali z bagażem kilku goli. Prezentowali futbol uporządkowany, wyrafinowany, dostojny. Szefowie klubu z Parc des Princes chcieli więcej. Ubzdurali sobie, że z Blankiem Ligi Mistrzów drużynie wygrać się nie uda i zatrudnili Unaia Emery'ego, zakładając, że skoro zwyciężał on z Sevillą w Lidze Europy trzy razy z rzędu, to jest w stanie zrobić to także z PSG w Champions League. Jestem jednak przekonany, że paryska drużyna prędzej doczekałaby się triumfu w tych rozgrywkach z Blankiem na ławce, niż z jakimkolwiek innym trenerem. 

7. Massimiliano Allegri w 2016 roku doprowadził Juventus do piątego z rzędu i 32. w historii mistrzostwa Włoch oraz drugiego kolejnego, a jedenastego w ogóle triumfu w Pucharze tego kraju. W Lidze Mistrzów na drodze Starej Damy już w 1/8 finału stanął Bayern i właśnie ta porażka, a nie wymienione wyżej sukcesy dominują w przekazie podsumowującym poprzedni sezon w wykonaniu Bianconerich. W tej kampanii Juve nie jest już tak nieomylne jak w poprzednich latach, gra po prostu gorzej. Wygląda na to, że maszyna w biało-czarne pasy powoli się przegrzewa. Allegri to widzi, próbuje szukać sposobów naprawy i pewnie wkrótce je znajdzie, a latem... być może pożegna się z klubem, by przejąć schedę po coraz bardziej krytykowanym Arsenie Wengerze w Arsenalu.

6. Unai Emery królem Ligi Europy jest i basta! Prowadzona przez niego Sevilla w minionym roku wygrała ją po raz trzeci z rzędu, co jest nie lada osiągnięciem. W 2016 roku dotarła też do finału Pucharu Hiszpanii, w którym musiała uznać wyższość Barcelony. Andaluzyjczycy grali po Emery'owsku - ambitnie, szybko, bezpośrednio, z polotem, odważnie i efektownie. Oglądanie ich w akcji było przyjemnością nawet większą niż śledzenie poczynań Dumy Katalonii. Latem Emery podpisał kontrakt z Paris Saint-Germain. Cel na sezon 2016/2017 został mu postawiony bardzo konkretny - klub ma wygrać Ligę Mistrzów. Po losowaniu 1/8 finału pojawił się jednak poważny problem, która nazywa się FC Barcelona. Paryska rzeczywistość na razie wydaje się nieco przytłaczać Hiszpana z Hondarribii. Piłkarze nie do końca rozumieją, o co mu chodzi, czasami wyglądają na boisku po prostu na zagubionych. Kilku zaś pod jego wodzą znacznie obniżyło loty, a nikt z formą nie wystrzelił. Czyżby PSG to za wysokie progi dla Unaia? 

5. Luis Enrique ma ponoć przestać być szkoleniowcem Barcelony po zakończeniu tego sezonu. Hiszpan czuje się bowiem zmęczony i chętnie by od trenowania odpoczął. W minionym roku jego piłkarze zdobyli mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Hiszpanii. Jedynie w Lidze Mistrzów się potknęli o nogę podstawioną im przez Atletico Madryt. Blaugrana grała jak... Blaugrana, ale szybciej i bardziej bezpośrednio niż ta w wersji Josepa Guardioli. Maszyna z Camp Nou działała bez zarzutów, trio Messi-Suarez-Neymar rozumiało się na boisku bez słów, konfliktów w drużynie nie było - to wszystko w dużej mierze zasługa Enrique.

4. Claudio Ranieri przed laty sprawił, że reprezentacja Grecji zaczęła przegrywać z Wyspami Owczymi. Wydawało się, że w zawodzie jest spalony. Mimo to szefowie Leicester City postanowili mu zaufać i powierzyli zadanie uchronienia ich klubu przed spadkiem z Premier League. On ofertę przyjął i w ramach podziękowania... zdobył z tym zespołem mistrzostwo Anglii, pierwsze w historii klubu, przy okazji czyniąc z takich piłkarzy jak Riyad Mahrez, Jamie Vardy czy N'Golo Kanté gwiazdy europejskiego futbolu. Rzeczywistość po niebywałym sukcesie okazała się jednak trudniejsza, niż włoski trener mógłby przypuszczać. Dziś Lisy nie przypominają siebie sprzed kilku miesięcy i zamiast walczyć o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach, muszą bić się o utrzymanie.

3. Josep Guardiola w 2016 roku poprowadził Bayern do 26. mistrzostwa i 18. Pucharu Niemiec oraz do półfinału Ligi Mistrzów. Latem zaś podjął się misji uczynienia z Manchesteru City najlepszej drużyny na świecie. Na razie idzie mu przeciętnie. Widać, że z niektórymi gwiazdami Obywateli niezbyt dobrze się dogaduje. Do tego kilka jego decyzji personalnych wzbudziło spore kontrowersje nie tylko wśród dziennikarzy i kibiców, ale także w gronie samych piłkarzy, jak np. ta z postawieniem w bramce Claudia Bravo zamiast Joego Harta. Hiszpan pracuje w klubie z Etihad Stadium dopiero pół roku, ale już zdążył wpoić piłkarzom swoją filozofię gry. Ma jednak poważny problem z motywowaniem drużyny. Wychodzi też na to, że nie wyciągnął wniosków z wysokich porażek Bayernu. W efekcie The Citizens kilka bolesnych wpadek zaliczyli, m.in. 2:4 z Leicester czy 0:4 z Evertonem. Przed Guardiolą w Manchesterze bardzo dużo pracy.

2. Diego Simeone według IFFHS był najlepszym trenerem 2016 roku, choć nie zdobył z Atlético Madryt żadnego trofeum. W La Lidze jego zespołowi zabrakło do mistrzostwa trzech punktów, w Champions League - szczęścia w serii rzutów karnych. Los Colchoneros grali jednak bardzo dobry futbol. Byli na boisku niczym lwy. Imponowali walecznością, dyscypliną w defensywie i efektywnością w ataku. Atlético jest drużyną, której trudno nie lubić. Bije z niej dobra energia, widać, że jej piłkarzom zależy, że szanują się nawzajem i cenią swojego trenera. Są jak paczka dobrych kumpli. Wszystko to zasługa Simeone, dziś najbardziej rozchwytywanego trenera na świecie. We wrześniu 46-letni Argentyńczyk poinformował publicznie o skróceniu swojego kontraktu z Rojiblancos, który będzie obowiązywał tylko do 2018 roku. Ta wiadomość spotęgowała spekulacje dotyczące jego przyszłości. Podobno Simeone ma zostać w Madrycie tylko do końca tego sezonu.

1. Zinedine Zidane w rankingu IFFHS był drugi, mimo że to jego Real wygrał Ligę Mistrzów i Superpuchar Europy, a w Primera Division okazał się gorszy od Barcelony zaledwie o jeden punkt. Francuzowi udało się to, czego nie potrafili zrobić o wiele bardziej doświadczeni trenerzy od niego. Przekształcił Królewskich ze zbieraniny indywidualności w prawdziwą drużynę. Drużynę grającą niezwykle efektownie, a jednocześnie efektywnie. Zachwycającą kibiców polotem tworzonych akcji i niepękającą w ważnych meczach. Gdyby nie Zidane, Karim Benzema dziś mógłby być kolejną upadłą gwiazdą, a Casemiro na pewno nie doszedłby do takiej perfekcji w grze. Zizou zmienił Real jako piłkarz, zmienia też jako trener.

wtorek, 24 stycznia 2017

TOP 220, czyli najlepsi piłkarze 2016 roku. Część 9 - napastnicy

Luis Suárez zdobył w minionym roku
ponad pół setki goli, będąc równie ważnym
ogniwem Barcelony jak Messi czy Neymar.
źródło: wikipedia.org autor: Lluis from Sabadell
Od snajpera wymaga się dziś nie tylko strzelania goli. Zawodnicy grający na tej pozycji są pierwszymi obrońcami, muszą więc skutecznie grać w defensywie. Mile widziana jest też umiejętność rozegrania piłki. Każdy z poniższej dwudziestki w większym lub mniejszym stopniu to potrafi. Antoine Griezmann, Luis Suárez i Robert Lewandowski nigdy nie grali lepiej. Zlatan, mimo 35 lat na karku, prezentował się jak młody bóg. Higuain natomiast, choć sylwetką zawodowego sportowca nie przypominał, strzelał z niebywałą precyzją. Zapraszam do lektury ostatniej części rankingu TOP 220.

Antoine Griezmann był trzeci zarówno w plebiscycie Złotej Piłki "France Football", jak i tym organizowanym przez FIFA. W 2016 roku wychodziło mu prawie wszystko. Dla Los Colchoneros zdobył 32 bramki, do których dołożył 10 asyst. W meczach reprezentacji Francji natomiast na listę strzelców wpisywał się ośmiokrotnie, w tym sześć razy podczas Euro 2016 - został królem strzelców i jednocześnie najlepszym piłkarzem turnieju. W polu karnym przyciągał piłki niczym magnes, będąc zawsze w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Gole strzelał w różnorodny sposób - głową, lewą, prawą nogą, zewnętrzną i wewnętrzną częścią stopy. Był efektowny i efektywny. Po prostu najlepszy.



Luis Suárez to najlepszy ligowy snajper ubiegłego sezonu na świecie, który przełamał duopol Messi - Ronaldo, od siedmiu lat dzielących między siebie tytuły królów strzelców La Ligi. Urugwajczyk w 2016 roku strzelił w sumie 51 goli, a przy 25 asystował. Do tego dorzucił 2 trafienia i 5 asyst w meczach reprezentacji Urugwaju, której z powodu kontuzji nie mógł wesprzeć podczas Copa America Centenario. W efekcie Los Charrúas pożegnali się z turniejem już po fazie grupowej. Sam mówi o sobie, że jego głównym zadaniem jest robienie przestrzeni na boisku dla Messiego i Neymara. W minionych 12 miesiącach wielokrotnie usuwał ich jednak w cień, stając się frontmanem Blaugrany.



Robert Lewandowski z 30 trafieniami na koncie został najlepszym snajperem ubiegłego sezonu Bundesligi - a rok 2016 zamknął z dorobkiem 41 goli i 7 asyst. W Bayernie był tym, który wieńczy dzieło. W reprezentacji Polski zaś kimś znacznie ważniejszym. Bez niego drużyna Adama Nawałki nie byłaby tak silna. Lewandowski nie tylko strzelał gole - w 2016 roku 8 - ale przede wszystkim dowodził kolegami, motywował, walczył za dwóch, nie odpuszczając nawet na minutę. To on robił różnicę, która sprawiała, że kadra grała jak równy z równym z teoretycznie dużo silniejszymi od niej drużynami. Nowy kontrakt z Bayernem czyni z Lewandowskiego najlepiej opłacanego piłkarza Bundesligi. To nagroda za to, jak rozwinął się piłkarsko w ostatnich latach.



Manchester United latem zrobił świetny interes - za darmo ściągnął bowiem jednego z najlepszych napastników świata. Zlatan Ibrahimović zdążył już strzelić dla Czerwonych Diabłów 19 goli, błyskawicznie stając się bardzo ważną, jeśli nie najważniejszą postacią drużyny. Wiosną w PSG również dawał czadu - zdobył aż 33 gole, a przy 10 asystował. Rysą na jego wizerunku był jedynie słaby występ podczas Euro 2016 zakończony rezygnacją z gry w reprezentacji Szwecji. Zlatan w wieku 35 lat strzelił w ciągu roku ponad 50 bramek - tylko najwybitniejszych piłkarzy stać na coś takiego.

Pierre-Emerick Aubameyang w ubiegłym roku strzelił dla Borussii Dortmund 32 gole, a mógł znacznie więcej, bo wbrew pozorom skuteczność nie jest jego mocną stroną. Najlepszy piłkarz Afryki imponuje zwłaszcza szybkością, którą - co bardzo rzadko spotykane - osiąga z piłką przy nodze. Do tego jest niebywale sprytny, sprawny i bystry na boisku, dla obrońców praktycznie nie do upilnowania. W 2013 roku Borussia Dortmund kupiła Aubameyanga z AS Saint-Étienne za 13 mln euro. Dziś 27-letni snajper jest wyceniany na 45 mln, a jego wartość stale rośnie. Gabończyk swoją błyskotliwą grą sprawił, że kibice BVB przestali tęsknić za Robertem Lewandowskim. Zadaniu zastąpienia takiego napastnika jak Polak mogą podołać tylko najlepsi z najlepszych. Aubameyang z pewnością się to takich zalicza.

Gonzalo Higuain najpierw pobił rekord strzelecki Serie A, zdobywając w jednym sezonie aż 36 goli, a potem stał się bohaterem najdroższego w dziejach włoskiej ligi transferu, przechodząc za 90 mln euro z Napoli do Juventusu. Niektórzy eksperci zarzucają mu nadwagę, ale on się tym zbytnio nie przejmuje i koncentruje na tym, co umie robić najlepiej, czyli strzelaniu goli. W 2016 roku zdobył ich dla Azzurrich i Bianconerich w sumie 33. Argentyńczyk na boisku jest egoistą. Gdy widzi cień szansy na zdobycie gola, bez zastanowienia oddaje strzał. Mimo że w swojej zawodowej karierze zdobył już ponad 200 goli, każdy kolejny sprawia mu niepowtarzalną, wręcz dziecięcą  radość.

Sergio Agüero w minionym roku był wyjątkowo agresywny. Kilka razy zachowywał się na boisku jak największy brutal, a po ataku na Davida Luiza w meczu z Chelsea musiał pauzować za karę aż cztery mecze. W piłkę Argentyńczyk też grał i to całkiem nieźle. Zdobył 37 goli dla Manchesteru City, został wicekrólem strzelców Premier League, trafiając do bramki średnio co 102 minuty - nikt z zawodników, którzy rozegrali ponad 10 meczów, nie robił tego częściej. Agüero miał też najwyższą średnią roczną notę w portalu Whoscored.com ze wszystkich zawodników Obywateli - 7,59. Imponował siłą fizyczną, precyzją strzałów i błyskawicznym wykorzystywaniem wolnych przestrzeni tworzących się na boisku.

Edinson Cavani jest równie pazerny na gole jak Higuain. Po odejściu Zlatana z PSG w końcu został królem ataku zespołu z Paryża i nie musiał już dzielić się ze Szwedem strzeleckim splendorem. Urugwajczyk w minionych 12 miesiącach pokonywał bramkarzy rywali 36 razy, z czego większość w tym sezonie. Jako wysunięty napastnik czuje się najlepiej, maksymalnie wykorzystuje wtedy swoje atuty. Skuteczność nie jest jednak jednym z nich. Gdyby Cavani wykorzystał choć połowę okazji, które zmarnował, jego dorobek strzelecki byłby jeszcze bardziej imponujący. Dla reprezentacji Urugwaju w 2016 roku zdobył 9 goli, ale podczas Copa America Centenario nie trafił ani razu. Jego słaba dyspozycja była jednym z głównych powodów kompromitacji Los Charrúas podczas tego turnieju.

Roczna nota 7,78 w portalu Whoscored.com pokazuje, jak znakomite 12 miesięcy za Paulo Dybalą. Tylko ośmiu zawodników było pod tym względem lepszych od Argentyńczyka z polskimi korzeniami i to mimo że strzelił on w 2016 roku "zaledwie" 18 goli. Dybala gra jednak jako cofnięty napastnik i odpowiada nie tylko za zdobywanie bramek, ale też za tworzenie okazji bramkowych, a to wychodzi mu znakomicie. W sezonie 2015/2016 Serie A tylko trzech graczy wykonało więcej kluczowych podań od niego, a jedynie pięciu miało większą liczbę asyst. Paul Pogba w jednym z wywiadów powiedział, że Dybala w przyszłości otrzyma Złotą Piłkę. To wiele mówi o potencjalne, jaki drzemie w dopiero 23-letnim byłym zawodniku Palermo.



Karim Benzema w 2016 roku był bohaterem skandalu obyczajowego. Za szantażowanie Mathieu Valbueny ujawnieniem sekstaśmy, którą pomocnik Olympique Lyon miał nagrać ze swoją dziewczyną, został zawieszony przez Francuski Związek Piłki Nożnej, a w rezultacie nie pojechał na Euro 2016. Im jednak był bardziej krytykowany, tym grał lepiej. Dla Realu zdobył w minionych 12 miesiącach 24 gole, a przy 10 asystował. Dobił też do granicy 50 bramek w Lidze Mistrzów - jedynie czterech graczy trafiało do siatki w tych rozgrywkach częściej. Dorobek strzelecki 29-letniego Francuza w 2016 roku byłby lepszy, gdyby nie urazy, które co jakiś czas wybijały go z rytmu. Za rządów Zinedine'a Zidane'a w Realu Benzema odżył i odzyskał radość z grania w piłkę.

Jamie Vardy, główny architekt mistrzostwa Anglii dla Leicester i najlepszy snajper ekipy z King Power Stadium, jesienią się zablokował, notując serię 1233 minut bez gola. Zakończył ją jednak w najbardziej spektakularny z możliwych sposobów - hat-trickiem w meczu z Manchesterem City (4:2). Kevin Gameiro doprowadził Sevillę do triumfu w Lidze Europy, ale Didier Deschamps go nie docenił i na Euro 2016 nie powołał. Dopiero jesienią poszedł po rozum do głowy, kiedy zobaczył, jak świetnie 29-letni napastnik rozumie się w Atletico Antoine'em Griezmannem. 

Harry Kane został królem strzelców Premier League sezonu 2015/2016. W tym zdobył już 13 ligowych goli. Fani Kogutów cenią Anglika za waleczność i lojalność, podobnie jak Daniel Levy, który zaproponował mu najwyższą tygodniówkę w historii klubu - 100 tysięcy funtów. Mimo to eksperci stale się zaś go czepiają, on jednak robi swoje swoje, a mógłby jeszcze więcej, gdyby omijały go urazy. Diego Costa w tym sezonie Premier League strzelił 15 goli, czyli o 3 więcej niż w całym poprzednim. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem odzyskał wigor wraz z pojawieniem się w Chelsea Antonia Conte. Znów jest snajperską bestią, która nie ma litości dla boiskowych rywali.  

Mauro Icardi to najlepszy i zarazem najbardziej znienawidzony przez kibiców piłkarz Interu. Fani mogą go nie lubić i po tym, co powypisywał w swojej autobiografii, mają do tego prawo, ale muszą doceniać jego boiskowy kunszt. 25 goli i 9 asyst w 2016 roku to wynik więcej niż przyzwoity. Aritz Aduriz był 70. w rankingu 100 najlepszych piłkarzy według "L'Equipe", 67. w podobnym zestawieniu "The Guardiana" i 29. na liście "Marki". 35-letni Hiszpan strzelił w 2016 roku 29 goli dla Athleticu Bilbao, do których dorzucił 2 trafienia w reprezentacji. Za nim najlepsze 12 miesięcy w piłkarskim życiu.

Romelu Lukaku nigdy w swojej karierze nie strzelił więcej goli niż w poprzednim roku. Grał tak dobrze, że szefowie Chelsea zaczęli się zastanawiać, jak mogli pozwolić odejść takiemu snajperowi. Siła plus snajperski instynkt czynią z niego napastnika wyjątkowego. Edin Dżeko jesienią w Romie wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności. W sumie we wszystkich rozgrywkach zdobył aż 20 goli, grając lepiej, niż kiedy był zawodnikiem Wolfsburga. Alexandre Lacazette od kilku lat jest łączony z klubami Premier League. Wciąż jednak pozostaje w Lyonie, stanowiąc o sile tego zespołu. W 2016 roku w końcu omijały go kontuzje, w efekcie zdobył aż 35 goli. Jest mocny, szybki, wiele widzący na boisku, a do tego skuteczny - prawie ideał.



Gabriel Jesus nie ma jeszcze 20 lat, a już jest uznawany za jednego z najlepszych napastników globu. Był ważnym ogniwem złotej reprezentacji Canarinhos podczas turnieju olimpijskiego, a jego 21 goli pomogło Palmeiras zdobyć tytuł mistrza Brazylii. Od 1 stycznia Gabriel jest graczem Manchesteru City.

1. Antoine GRIEZMANN (Francja/Atlético Madryt)
2. Luis SUÁREZ (Urugwaj/FC Barcelona)
3. Robert LEWANDOWSKI (Polska/Bayern Monachium)
4. Zlatan IBRAHIMOVIĆ (Szwecja/Paris Saint-Germain/Manchester United)
5. Pierre-Emerick AUBAMEYANG (Gabon/Borussia Dortmund)
6. Gonzalo HIGUAIN (Argentyna/SSC Napoli/Juventus FC)
7. Sergio AGÜERO (Argentyna/Manchester City)
8. Edinson CAVANI (Urugwaj/Paris Saint-Germain)
9. Paulo DYBALA (Argentyna/Juventus FC)
10. Karim BENZEMA (Francja/Real Madryt)
11. Kevin GAMEIRO (Francja/Sevilla FC/Atlético Madryt)
12. Jamie VARDY (Anglia/Leicester City)
13. Harry KANE (Anglia/Tottenham Hotspur)
14. Diego COSTA (Hiszpania/Chelsea FC)
15. Mauro ICARDI (Argentyna/Inter Mediolan)
16. Aritz ADURIZ (Hiszpania/Athletic Bilbao)
17. Alexandre LACAZETTE (Francja/Olympique Lyon)
18. Romelu LUKAKU (Belgia/Everton FC)
19. Edin DŻEKO (Bośnia i Hercegowina/AS Roma)
20. GABRIEL Jesus (Brazylia/Palmeiras)

sobota, 21 stycznia 2017

TOP 220, czyli najlepsi piłkarze 2016 roku. Część 8 - skrzydłowi

Leo Messi w 2016 roku żadnej indywidualnej
nagrody nie dostał, choć grał lepiej od Cristiano
Ronaldo. źródło: wikipedia.org,
autor: football.ua
Cristiano Ronaldo zgarnął za miniony rok wszystkie najważniejsze nagrody indywidualne, mimo że do jego gry można było mieć wyjątkowo dużo zastrzeżeń. Do Lionela Messiego również, ale statystycznie to Argentyńczyk był lepszy. Grał głównie dla drużyny, czego o Portugalczyku powiedzieć nie można. Uwagę kibiców od słabości CR7 swoją znakomitą formą starał się odwracać Gareth Bale. Gdyby Walia pokonała Portugalię w półfinale Euro 2016, Złotą Piłkę mógłby dostać właśnie on. Wielką klasę potwierdzili w minionych 12 miesiącach Neymar i Alexis Sánchez, choć to Brazylijczyk zrobił większy postęp. Szturmem do zawodowego futbolu na najwyższym poziomie wdarli się za to nastoletni Ousmane Dembélé i Marcus Rashford, którym wróży się wielkie kariery. Zapraszam do lektury przedostatniego odcinka TOP-u 220.

Lionel Messi w ostatnich dwunastu miesiącach nie wygrał nic, pobił za to kilka kolejnych rekordów, m.in. w liczbie zdobytych dla Barcelony goli na Camp Nou czy tych strzelonych w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W sumie w całym 2016 roku Argentyńczyk trafił do siatki rywali 66 razy i 37-krotnie asystował przy bramkach kolegów - miał o wiele większy wpływ na grę Barcelony niż Ronaldo na grę Realu. Mógł się też pochwalić najwyższą średnią roczną notą na portalu Whoscored.com - 8,32. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że rok czy dwa lata temu Messi grał bardziej błyskotliwie - po prostu lepiej.



Cristiano Ronaldo w minionym roku triumfował w Champions League, został mistrzem Europy i zdobył Złotą Piłkę "France Football" oraz tytuł najlepszego piłkarza według FIFA. Strzelił 61 goli i zanotował 17 asyst, mimo to... miewał w swojej karierze lepsze lata. Nie wygrywał już tak często pojedynków (w tym sezonie La Ligi zaledwie 11), kreował też wyjątkowo mało okazji bramkowych (w obecnej kampanii tylko 9), był mniej dynamiczny, dokładny, za to bardziej sfrustrowany, zmanierowany i egoistyczny na boisku.



Gareth Bale w rankingu "France Football" był dopiero szósty, choć zasłużył na miejsce na podium. Wiódł bowiem prym zarówno w Realu, w którym bardzo często usuwał w cień samego Ronaldo, jak i w reprezentacji Walii, którą poprowadził do półfinału Euro 2016. W całym roku strzelił 26 goli i zanotował 14 asyst. Liczby te byłyby lepsze, gdyby nie kontuzje, jakie co jakiś czas wybijały z rytmu byłego gracza Tottenhamu. Bale zachwycał niesamowitym przyspieszeniem, potężnymi uderzeniami z lewej nogi, niekonwencjonalnymi dryblingami, czyli wszystkim tym, czym czarował kilka lat temu w Premier League, tyle że w lepszym wykonaniu.



Alexis Sánchez stał się dla Arsenalu tak ważny jak Thierry Henry przed laty. Był wodzem, motorem napędowym i kreatorem akcji, a także źródłem motywacji i piłkarskich inspiracji. Imponował wydolnością maratończyka, szybkością geparda i siłą fizyczną godną gladiatora oraz niezłomnością i wytrwałością w walce o każdą piłkę. Chilijczyk grywał jako skrzydłowy i środkowy napastnik, z każdej roli wywiązując się znakomicie. W sumie zdobył 29 goli i 24-krotnie asystował przy trafieniach kompanów z drużyny. Z Arsenalem niczego nie wygrał, za to z reprezentacją Chile triumfował w Copa America Centenario. To był świetny rok świetnego piłkarza.

Neymar przeszedł w 2016 roku metamorfozę. Sztuczki i indywidualne popisy przestały być dla niego tak ważne jak dobro drużyny. Liczby to potwierdzają - Brazylijczyk w 2016 roku miał bowiem więcej asyst - 35 - niż goli - 27. Wciąż był skuteczny w starciach jeden na jednego - w tym sezonie La Ligi wygrał już 67 pojedynków, aż o 21 więcej od Messiego, częściej też niż w poprzednich latach kreował okazje bramkowe. Był po prostu bardziej użyteczny. W reprezentacji Brazylii jesienią zachwycał, prowadząc Canarinhos do serii zwycięstw w kwalifikacjach do mundialu w Rosji. Oczywiście zdarzały mu się słabsze mecze, podczas których można było się zastanawiać, czy faktycznie jest na boisku. Passa 1000 minut bez strzelonego gola również chluby mu nie przynosi. Mimo to za Neymarem udany rok.

Eden Hazard w całym poprzednim sezonie strzelił mniej goli niż w pierwszej części obecnego. Belg za rządów Jose Mourinho w Chelsea czuł się stłamszony do tego stopnia, że chciał odejść. Dziś znów błyszczy - drybluje (najwięcej wygranych pojedynków w Premiership), stwarza okazje bramkowe kolegom (w tej kampanii już 40) i co najważniejsze - regularnie trafia do siatki (w sezonie 2016/2017 do tej pory dziewięciokrotnie). Belgijscy kibice zastanawiają się tylko, dlaczego as The Blues nie potrafi przełożyć formy z klubu na występy w reprezentacji. Nie on jedyny ma jednak z tym problem...

Yannick Ferreira Carrasco z jeźdźca bez głowy w minionym roku przekształcił się w lidera ofensywy Los Colchoneros. Strzelił w sumie 15 goli, a co najważniejsze - w kluczowych momentach brał na siebie ciężar gry, stając się liderem drużyny. Fani szczególnie zapamiętają jego trafienie z finału Ligi Mistrzów, po którym... podbiegł do swojej dziewczyny i ją pocałował. Atletico w 2015 roku zapłaciło za niego 17,3 mln euro. Dziś nikt w klubie z Madrytu nie żałuje żadnego wydanego na Belga eurocenta.



Sadio Mané grał świetnie zarówno w barwach Świętych, jak i w Liverpoolu, do którego przeszedł latem za 41,2 mln euro. Imponował żelazną kondycją, siłą fizyczną i altruizmem na boisku. Senegalczyk to typ skrzydłowego, który świetnie wspomaga napastnika, ale sam także potrafi być skuteczny w polu karnym. W 2016 roku strzelił 20 goli, a przy 13 asystował. Jürgen Klopp mógł go ściągnąć do Borussii Dortmund już dwa lata temu, ale ostatecznie odpuścił, czego potem żałował. Gdy został trenerem Liverpoolu wiedział jednak, że drugi raz takiej okazji przepuścić nie może. Wolał Mané od Maria Götze - wybór ten dużo mówi o klasie 24-letniego skrzydłowego.

Vitolo przez cały rok napędzał ataki Sevilli, a jesienią także reprezentacji Hiszpanii. W sumie strzelił 9 goli, a przy 17 asystował, będąc obok Stevena N'Zonziego najlepszym graczem andaluzyjskiej drużyny. Vitolo to skrzydłowy, który jest przydatny również w defensywie. Sprawdziłby się więc jako wahadłowy w systemie 1-3-5-2. Z nim w składzie Sevilla gra płynniej, szybciej, bardziej nieprzewidywalnie - po prostu efektowniej.

Mohamed Salah w Chelsea prawdziwej szansy nie dostał, ale we Włoszech pokazuje, jak znakomitym jest piłkarzem. W minionych 12 miesiącach strzelił dla Romy we wszystkich rozgrywkach 19 goli i zanotował 14 asyst. W tym sezonie nie ma we włoskiej Serie A piłkarza, który wykreowałby więcej okazji bramkowych od Egipcjanina (na razie 43). Salah musi czuć się ceniony i wiedzieć, że trener na niego stawia, wtedy gra dobrze. W Anglii takiego komfortu nie miał, dlatego się nie przebił. Może jednak wkrótce wróci tam silniejszy, by udowodnić, że za wcześnie go skreślono.

Antonio Candreva według wielu ekspertów to obecnie najlepszy włoski pomocnik. W pierwszej połowie roku lider Lazio, w drugiej Interu. Dries Mertens w końcu zrozumiał, że dobry skrzydłowy nie musi się non-stop wikłać w dryblingi, by być skutecznym. Efekt - 24 gole i 15 asyst. Szczególnie jesienią Belg grał momentami genialnie. Dużo mniej efektowny, za to równie efektywny był jego kolega z zespołu, José Callejón. Średnia roczna nota Hiszpana w portalu Whoscored.com to 7,36 - nikt w drużynie z Neapolu nie grał równiej od niego. Były gracz Realu zdobył 15 goli i zaliczył 18 asyst, w każdym meczu potwierdzając swoją przydatność. 

Ousmane Dembélé ma dopiero 19 lat, a już jest uznawany za jednego z najlepszych skrzydłowych globu. W 2016 roku zdobył 15 goli i przy takiej samej liczbie bramek asystował. Przeskok z silnej Ligue 1 do jeszcze silniejszej Bundesligi nie stanowił dla niego problemu. W Champions League również błyszczał. Francuz świetnie drybluje balansem ciała, potrafi zaskakująco dla rywala zmieniać tempo biegu, a jego prostopadłe podania są czasami tak nieprzewidywalne, że rzadko która defensywa jest w stanie je rozszyfrować i w porę zatrzymać. Dembélé to talent być może nawet na miarę samego Messiego.



Willian w pierwszej połowie roku wyróżniał się w każdym meczu Chelsea. W poprzednim sezonie Premiership tylko Mesut Özil, Dimitri Payet i Christian Eriksen mieli więcej kluczowych podań od niego. Zmiana sposobu gry Chelsea pod rządami Antonia Conte mocno mu jednak zaszkodziła, gdyż przestał grać tam, gdzie najbardziej lubi, czyli jako prawy ofensywny pomocnik. W efekcie nie był już tak użyteczny dla drużyny jak wcześniej. Angel di Maria w 2016 roku grał tak, jak do tego w ostatnich latach wszystkich fanów przyzwyczaił. Gdy mu się chciało, zachwycał dryblingiem, podaniami i strzałami, ale gdy motywacja spadała, jakość jego gry również. Nic więc dziwnego, że w grudniu dostał sporą porcję gwizdów od fanów PSG.    

Raheem Sterling pod wodzą Josepa Guardioli nabrał ogłady i odzyskał radość z gry, którą imponował w Liverpoolu. Po nieudanej pierwszej połowie roku, w drugiej był wyróżniającą się postacią Obywateli. Ivan Perisić w Interze rządził i dzielił, ale poza Candrevą jesienią nikt formą mu nie dorównywał, co negatywnie odbiło się na wynikach drużyny. Chorwat nieźle też zaprezentował się podczas Euro 2016. 13 goli i 8 asyst to dorobek niezły, ale stać go na więcej.

Claudio Ranieri nazywa Riyada Mahreza "graczem specjalnym", dobrze bowiem wie, że bez niego Lisy z Leicester mistrzem Anglii by nie zostały. Najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu Premier League najlepiej grał w drugiej połowie roku 2015. 2016 był w jego wykonaniu przeciętny, może poza jesienią w Lidze Mistrzów, w której prezentował się tak, jakby chciał pokazać swoje największe atuty potencjalnym kupcom. W minionych 12 miesiącach zdobył dla Leicester 11 goli i zanotował 8 asyst. W reprezentacji Algierii natomiast trafił do siatki czterokrotnie i zaliczył 6 ostatnich podań, w tym aż 4 w wygranym 7:1 meczu z Etiopią. Niektórzy nazywają Mahreza graczem jednego sezonu. Niestety, 25-latek na boisku nie robi obecnie zbyt wiele, by temu zaprzeczyć.

Lucas Moura strzelił dla PSG w minionym roku aż 21 goli, a przy 10 asystował, chwilami stając się najważniejszą postacią drużyny mistrza Francji. Diego Perotti przez cały rok grał niezwykle równo. Średnia nota w portalu Whoscored.com 7,68 jest tego dowodem. Argentyńczyk zdobył 10 bramek i zanotował 16 asyst - czy można wymagać od skrzydłowego więcej?

Marcus Rashford to obok Dembélé największe odkrycie minionych 12 miesięcy. O jego niebywałym talencie niech świadczy fakt, że w wielu meczach Manchesteru United to on decydował o wyniku. 19-letni Anglik na boisku wydaje się nie bać niczego, niemożliwe dla niego nie istnieje. Jego cecha charakterystyczną jest niebywałe przyspieszenie, dzięki któremu w mgnieniu oka gubi rywali próbujących odebrać mu piłkę. Rashford imponuje też chłodną głową w sytuacjach bramkowych i trudnym do rozszyfrowania dryblingiem.

Giacomo Bonaventura to dziś bez wątpienia najlepszy piłkarz Milanu. Szkoda, że kontuzja uniemożliwiła mu wyjazd na Euro 2016. Marco Reus i Arjen Robben są tak nisko w rankingu przez to, że z powodu urazów grali w minionym roku rzadko. Jednak jeśli już byli na boisku, to pokazywali umiejętności najwyższej klasy. Nani podczas mistrzostw Europy grał chyba najlepszy futbol w swoim życiu. Jesienią w Valencii dwoił się i troił, ale na wyniki Nietoperzy się to nie przekładało.

Douglas Costa zgubił gdzieś pewność siebie i boiskową bezczelność, jaką zachwycał tuż po transferze z Szachtara do Bayernu. Mimo to rozegrał kilka rewelacyjnych meczów, o których kibice Bayernu będą długo pamiętać. Heung-Min Son dobrze współpracował z Harrym Kane'em, wykorzystując wolne przestrzenie na boisku, które tworzył angielski snajper. Tottenham miał z Koreańczyka wiele pożytku. Lucas Vasquez był głównie rezerwowym, ale takim najlepszego sortu. Gdy wchodził na boisko, zawsze wnosił do gry coś ekstra.

1. Lionel MESSI (Argentyna/FC Barcelona)
2. Cristiano RONALDO (Portugalia/Real Madryt)

3. Gareth BALE (Walia/Real Madryt)
4. Alexis SÁNCHEZ (Chile/Arsenal FC)
5. NEYMAR (Brazylia/FC Barcelona)
6. Eden HAZARD (Belgia/Chelsea FC)
7. Yannick Ferreira CARRASCO (Belgia/Atlético Madryt)
8. Sadio MANÉ (Senegal/Southampton FC/Liverpool FC)
9. VITOLO (Hiszpania/Sevilla FC)
10. Mohamed SALAH (Egipt/AS Roma)
11. Dries MERTENS (Belgia/SSC Napoli)
12. Antonio CANDREVA (Włochy/Lazio Rzym/Inter Mediolan)
13. Jose CALLEJON (Hiszpania/SSC Napoli)
14. Ousmane DEMBÉLÉ (Francja/Stade Rennes/Borussia Dortmund)
15. WILLIAN (Brazylia/Chelsea FC)
16. Angel DI MARIA (Argentyna/Paris Saint-Germain)
17. Raheem STERLING (Anglia/Manchester City)
18. Ivan PERISIĆ (Chorwacja/Inter Mediolan)
19. Riyad MAHREZ (Algieria/Leicester City)
20. Lucas MOURA (Brazylia/Paris Saint-Germain)
21. Diego PEROTTI (Argentyna/AS Roma)
22. Marcus RASHFORD (Anglia/Manchester United)
23. Giacomo BONAVENTURA (Włochy/AC Milan)
24. NANI (Portugalia/Fenerbahce Stambuł/Valencia CF)
25. Marco REUS (Niemcy/Borussia Dortmund)
26. Arjen ROBBEN (Holandia/Bayern Monachium)
27. Douglas COSTA (Brazylia/Bayern Monachium)
28. Heung-Min SON (Korea Południowa/Tottenham Hotspur)
29. Lucas VASQUEZ (Hiszpania/Real Madryt)
30. Bernardo SILVA (Portugalia/AS Monaco)
31. Felipe ANDERSON (Brazylia/Lazio Rzym)
32. Carlos VELA (Meksyk/Real Sociedad)
33. Jonathan VIERA (Hiszpania/UD Las Palmas)
34. Thomas LEMAR (Francja/AS Monaco)
35. Rachid GHEZZAL (Algieria/Olympique Lyon)
36. Sam LARSSON (Szwecja/sc Heerenveen)
37. Federico BERNARDESCHI (Włochy/ACF Fiorentina)
38. Michail ANTONIO (Anglia/West Ham United)
39. Thomas MÜLLER (Niemcy/Bayern Monachium)
40. Nicolas GAITAN (Argentyna/Benfica FC)